środa, 30 lipca 2014

a ja mam w domu inzyniera

Wszem i wobec ogłaszam, z radością i dumą, że mam w domu najprawdziwszego inżyniera! Mój mąż (najlepszy, jak na razie jedyny) obronił dziś tytuł i pracę z mechatroniki. Jest wspaniały!

A ja cieszę się jak głupia :-) .

poniedziałek, 21 lipca 2014

o tym jak biegnie czas i o trzech latach jak jeden dzień

Nie mam czasu tu nic napisać, choć po urlopie w pracy nie miałam wcale bardzo dużo zajęć.
Jednak dzień za dniem pędzą jak oszalałe, prawie połowa lata za nami. I dobrze, niech się te straszne upału kończą już - nie lubię takiej pogody. Najciekawsze zresztą będzie to co przyniesie jesień. Na razie czekam, nie dając ponieść się zbyt wielkiej radości i modlę się cichutko...

16 lipca minęły 3 lata od naszego ślubu!
I nie mam pojęcia kiedy to zleciało... Ze wszystkich decyzji, które podjęliśmy razem to decyzja o ślubie była najlepszą. I choć straszono nas, że zmieni się wszystko, to widzimy, że te zmiany to tylko radość i szczęście z bycia razem. Ciągle się coś zmienia, ciągle poznajemy się na nowo i to jest piękne.

To był prawdziwy ślub z miłości, na przekór woli rodziny - tak jak w książkach - i miejmy nadzieję, że jak w książkach zakończenie będzie w stylu "i żyli długo, i szczęśliwie".

Bez wesela, bez fajerwerków, bez podróży zagranicznej. A ze szczerością, zaufaniem i miłością - tak weszliśmy w małżeński stan. I trwamy tak, choć czasem "dzień codzienny" nieco męczy, nuży i denerwuje, a rocznicowego kebaba zjedliśmy dopiero wczoraj, to czujemy, że jest między nami magia.


środa, 9 lipca 2014

naj, naj, naj... facet, którego uwielbiam i nie jest to mój mąż.

Od kiedy pamiętam, to uwielbiam Tego Faceta... Gdy miałam pięć lat w telewizji powiedzieli, że umarł - płakałam tak, że rodzice nie mogli mnie uspokoić. Tym wielkim uczuciem zaraził mnie ojciec i to dobre wspomnienia - wspólne słuchanie winylowych płyt na rozklekotanej wieży ze stuwatowymi głośnikami.

Z tym uczuciem Mój Mąż się dawno pogodził, nawet sam polubił Fredka.

Słuchałam go w ciąży, słucham przy Młodej.

Wracam do utworów zespołu Queen i zawsze znajduję w nich coś nowego, fascynującego. Melodia, słowa - wszystko wpisuje się w nurty muzyczne lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, ale nie traci na świeżości pomimo upływu tylu lat.

Jestem też pod wrażeniem osobowości zmarłego Gwiazdora, gdyż wiedział jak robić show z muzyki, a nie ze swojego życia, był tytanem pracy, osobowością niebanalną i niepowtarzalną.

Gdyby, miała wybierać piosenkę na pierwszy taniec na weselu (choć entuzjastką tego typu imprez nie jestem) bez wahania wybrałabym ten utwór.


piątek, 4 lipca 2014

szkice ścian pokoju mlodej nieanielicowej czyli barok w wydaniu nieanielicy






nadzieja pachnie tak jak groszek pachnący

W tym roku jestem tego pewna...

i znowu zdała, choć wcale się nie uczyła, nawet oczu nie otworzyła, tylko stęknęła

Gdy zdawałam dwa lata temu ostatni egzamin na studiach (25 czerwca 2012 - tak mam nawet na dyplomie napisane) moja Córcia była ze mną. W brzuchu.
A ten brzuch był ogromny - wyglądało, że zaraz już będę rodzić, a przechodziłam z nim do terminu i jeszcze trzy dni, urodziła się 4 września. Tak czy inaczej ostatnie pół roku studiów towarzyszyła mi na wszystkich egzaminach i zaliczeniach. Śmiałam się później, że ostatni semestr to powinni jej zaliczyć jak tylko dostanie się na studia.

A przyśniło mi się kiedyś, że byłam matką "tej słynnej psychiatry Młodej Nieanielicowej". Miała wtedy 4 dni wieku a ja bałam się, że nagle przestanie oddychać, budziłam się cała w nerwach i cały czas nasłuchiwałam jej oddechu. Jednak gdy mi się to przyśniło to myślałam: "Córuś, jak zrobiłaś speckę, studia skończyłaś to i dzieciństwo przeżyłaś spokojnie. Mogę spać!". Od tego czasu spałam spokojnie, ale myśl, że i ona zrobi tą głupotę i pójdzie na medycynę wydaje mi się bardzo realna (chociaż jeśli zostanie florystką czy też ogrodniczką, a będzie szczęśliwa, to ja też będę puchnąć z dumy i niczego nie będę żałować - byle była szczęśliwa).

Tak czy inaczej zaliczone ma egzaminy z ginekologii, z laryngologii, medycyny rodzinnej, medycyny sądowej, urologii, chirurgii i jeszcze paru przedmiotów.

Wczoraj znowu udało jej się podnieść stopień edukacji i to całkowitym przypadkiem. Mąż mój miał urlop jednodniowy, bo przed południem miał iść na ostatnie brakujące zaliczenie. Niestety pan magister, u którego zaliczał musiał pilnie jechać do Torunia. Umówili się więc na popołudnie. Ja popołudniu szłam z Babcią do okulisty. Babcia słabo widzi i wspiera się laską, miałyśmy jechać tramwajem, więc wolałam Bąbla nie zabierać, bo Babuni potrzebna była troska i uwaga (nie to, żeby była niepełnosprawna już tak całkiem, ale jak to Babcia, denerwowała się wizytą w poradni).

To wiszące zaliczenie - ostatnie, z ostatnich - było już jak ropne zakażenie skóry poniżej pleców (wrzód na d...e innymi słowy), więc Mąż mój postanowił - Mysza idzie z nim zaliczać. Wziął nosidło, wsadził tam dziecko i popędził do pana magistra. Dzieciątko zasnęło już w autobusie. Zdziwienie pana magistra było duże, zaproponował nawet inny termin, ale bez problemu zgodził się przepytać Męża Mego.
Mąż wiedział, bo nieco wie o przedmiocie, z którego odpowiadał (bodajże to budowa pojazdów mechanicznych) otrzymał czwórkę. Młoda nawet się nie obudziła. Stęknęła sobie tylko ze dwa razy.

Po zaliczeniu podjechali moi studenci (jeden duży, drugi mały w nosidełku) po nas do szpitalnej poradni i wszyscy jeszcze odprowadziliśmy Babcię do domu.

I niech mi ktoś powie, że dziecko czemukolwiek wadzi, cokolwiek utrudnia... I że bez samochodu się nie da żyć ;).

wtorek, 1 lipca 2014

wielkie święta, małych ludzi

Mój Mały Człowiek ma imieniny. Prezent już dostała od nas - namiot z Biedronki, zaskakująco duży i pomysłowy jak na swoją cenę. Po dwóch dniach jednak na razie złożony, bo nasz Mały człowiek żądał, aby przebywać z Nim w tym namiocie bez przerwy. Rozłożymy znowu gdy będzie weekend.
Ja na razie cieszę się urlopem i odpoczywam. Żartuję, próbuję sprzątać.
No i wreszcie choć troszkę pobyć pełnoetatowa mamą.

Wiele myśli rozsadza mi głowę. 1 lipca miał być dniem, w którym przestanę myśleć i zacznę działać. I chyba tak jest, ale zupełnie w inny sposób niż mi się wydawało. Czas pokaże.

Ten weekend nie był zły. Dużo spacerowaliśmy, trochę odpoczywaliśmy. Jeszcze kilka ostatnich wysiłków, a mężu skończy pisać swoją pracę. Będzie można ruszyć się gdzieś dalej, chociaż dobre przeczucia mówią, że niezbyt daleko.

Mały Człowiek jeszcze śpi, ja korzystam z tego i skanuję stary rodzinny album, są tu zdjęcia nawet moich "prapradziadków" i chyba jeszcze starsze też. Wnuków dużo, album jeden. Póki jest w zasięgu (ciotka pożyczyła) warto zrobić kopię na pamiątkę. Drugiej okazji takiej może nie być.