wtorek, 5 sierpnia 2014

pielgrzymka idzie, a ja chyba razem z nią...

Ruszyli kilka dni temu ze Szczańca. Moja pielgrzymka, moje SPE (Selezjańska Pielgrzymka Ewangelizacyjna), krótki epizod i dwie pielgrzymki, a dwie ważne podróże w życiu.
Cały czas nie mogę wypowiedzieć nawet wdzięczności koleżance, która mnie tam zabrała, bo to coś wielkiego, wyjątkowego, specjalnego...

Dziś podglądam SPE na facebook'u - relacje są tam wrzucane kilka razy dziennie. I choć nie idę z Nimi, to czuję, że też zmierzam. Zupełnie w innym kierunku, inaczej... Może już za jakiś czas i tu napiszę, w którą stronę. Na razie milczę, mrużę oczy i delektuję się chwilą. I tak jakbym była dziś na trasie Leszno-Poniec... W nadziei, że Ktoś ma wobec mnie dobre plany...

A za miesiąc Młoda Nieanielicowa kończy dwa lata!

6 komentarzy:

  1. Salezjanie -studiowała ze mną siostra z tego zakonu, kiedyś powiedziała na głos, podczas przerw na zajęciach- ja się za Ciebie, Arte, będę modlić. Podziękowałam i nie pytałam się dlaczego właśnie za mnie. Ze strachu, bałam się tego co usłyszę? :)
    Znajomi mieli ubaw, mówiąc, ze wcale się nie dziwią ......a ja wciąż się dziwię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na tym polegał jej dowcip :P Abyś o tym myślała i pamiętała. Ja poznałam mnóstwo świetnych ludzi na pielgrzymce (i poza pielgrzymką też poznałam mnóstwo świetnych ludzi).

      Usuń
  2. Widziałam jak szli z Boszkowa do Włoszakowic. Jeszcze parę lat temu pamiętam jak bawili się we Włoszakowicach, tańczyli, skakali, mimo trudów pielgrzymki mieli w sobie jeszcze tyle energii. Ja nigdy nie byłam na Pielgrzymce Salezjańskiej, ale 2 razy byłam z nimi na zjazdach w Poznaniu i Wrocławiu, niesamowita atmosfera!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atmosfera super, a i ta moc - nie chce się odpoczywać, tylko tańczyć!

      Usuń
  3. Kiedyś raz tylko byłam na pielgrzymce. :) Ostatnio pisałam u siebie o medytacji, bo przeczytałam taką książkę dla dzieci o buddyzmie i przy okazji dowiedziałam się, że są takie ośrodki medytacyjne dla chrześcijan. Taka kontemplacja to musi być coś niezwykłego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, z mistyczki nie ma we mnie nic... Ślub kościelny dla mnie był konieczną rejestracją (wynikającą z własnej potrzeby), a nie przeżyciem duchowym. Nie umiem ani modlić się zbyt dobrze, a medytować tym bardziej. Ale w ludziach, to czasem mi się zdaje, że dostrzegam ten "geniusz stworzenia" i "miłość Chrystusa". Pewnie dość płytka jest ta moja wiara, ale pewnie i dostosowana do moich tak zwanych możliwości intelektualnych, więc rozwrzeszczana pielgrzymka chyba już zawsze będzie mi bliższa niż medytacje, ale przyznam - ciekawe co w tym jest...

      Usuń