sobota, 22 listopada 2014

nie śpię... świt ciemny, nawet nie blady staje się moim przyjacielem

Magiczny ten czas, czarodziejski albo zaklęty...
Hukus-pokus godzina 3 budzę się, 4 próbuję spać, 5 rezygnuję i czekam na 6 z kąpielą, miejąc litość dla sąsiadów... A w tak zwanym między czasie - przytulę się do męża, napiję się wody, porozmyślam o świątecznych prezentach, o tym jakby co zrobić na szydełku.
A teraz - póki dziecko śpi i mąż też spokojnie włączę sobie VOD i będę pracować nad kocykiem z wełny merynosa (ma być po kuracji lanolinowej wodoszczelny, a przyjemny) dla Chrześniaka.
Jeśli się uda zrobić go tak jak mi się wydaje, że się uda to może niedługo ruszę z produkcją otulaczy do pieluszek z tejże wełny - dzieci w otoczeniu dużo, coraz więcej.

Mój mąż wie doskonale dlaczego nie śpię.

-To z nieróbstwa, masz za dużo wolnego.

Oburzyłabym się, ale ma rację to się nie oburzę.

Dziwnie mi jest, ale nie tęsknię za stresem. Trochę luzu także i mi się należy.

Za tydzień zaczyna się Adwent... Jeszcze cztery niedziele i już święta. I dużo to czasu i mało bardzo.

Kończę. Włączam głupotę do oglądania i zajmuję ręce czymś pożytecznym, udaję, że nie istnieję.

4 komentarze:

  1. To Twoj sposób na ładowanie baterii czy na niemyslenie czy to i to? :)
    Z tym spaniem meczysz się Bidulo :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to i na to ;) Męczę się czasem, ale dopóki tylko znajdę sposób na niemyślenie.

      Usuń
  2. No to tak we dwie mogłybyśmy nie spać;)

    OdpowiedzUsuń