sobota, 22 listopada 2014

tak zupełnie przy okazji o lepieniu kopytek...

Gdy poważnie zaczęłam myśleć o małżeństwie usłyszałam od narzeczonego pytanie czy umiem robić kopytka. Nie umiałam. Musiałam się nauczyć, bo on bez tego specjału życia sobie nie wyobrażał.
Dla takiego antytalencia kuchennego jak ja było to nie lada wyzwanie. Szczególnie wtedy, teraz już jako tako na kuchni się znam.
Oczywiście pierwsze kopytka, które mu ugotowałam były rozgotowane, brejowate, praktycznie niejadalne...

Wczoraj lepiłam kopytka z Młodą. Moja córcia jest rasowym niejadkiem, więc wymyśliłam, że jeżeli będzie brała udział w przygotowaniu obiadu to apetyt u niej się zaostrzy.

Guzik!

Lepiła z ogromną przyjemnością - całą kuchnię (powalającej przestrzeni nie całych pięciu metrów) miałam w mące, obie siedziałyśmy przy jej małym stoliczku i na dużej desce kulałyśmy "wężę", z których potem widelcem odcinałyśmy kluski... Zabawa była wspaniała. Tak dobra, że mąż zanim się dogotowały kopytka, zanim zaczęliśmy jeść już musiał odkurzać, zaraz po przyjściu z pracy.

Młoda wyglądała na szczęśliwą, ale nie okazała się głodna. Nie ruszyła nic z obiadu. Karmiła swojego ukochanego misia. One on (jej głosikiem) też powtarzał "nie ce, nie ce, nie ce". Cóż, miś Sebastian jest niejadkiem tak jak Młoda. W końcu to jej dzidziuś, o czym często nam przypomina gdy nie chcemy zabrać go na spacer.

Po obiedzie poszliśmy do mojej Babci (tak jak robimy praktycznie codziennie), wróciliśmy i usmażyliśmy jajecznicę. Młoda spałaszowała objętość około 1,5 jaja, zagryzając dwoma kawałkami chleba. Z głodu nie umrze. Jajkami z misiem się nawet nie dzieliła.

Ale to lepienie samo w sobie było fajne... Chyba to nie sposób na mojego niejadka, chociaż spróbuję z leniwymi jeszcze, ale może wyprodukujemy trochę masy solnej? Będzie jak znalazł na święta jako gadżet własnej roboty... Wysuszy się w piekarniku (nigdy tego nie robiłam), pomaluje farbami. Może nie wyjdzie pięknie, ale wesoło będzie. I brudno wszędzie też.

6 komentarzy:

  1. Pięknie :) Cudownie w kuchni z dziećmi ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Może w końcu się przekona:) A bycie z mamą w kuchni - uwielbiam! I z siostrą też:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona też uwielbia ;) No i mam nadzieję, że w końcu się przemoże do jedzenia różnych rzeczy, bo to aż serce ściska, że dziecko potrafi prawie cały dzień nic nie jeść.

      Usuń
  3. Uwielbiam kopytka, cale lata ich nie jadlam, moj maz nie lubi niestety..,a szkoda, nie wie co traci.. kopytka z bigosem lub same z maslem i tarta bulka... az sie rozmarzyłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż koleżanki uwielbia kopytka z twarogiem - a my zastanawiamy się co to za dziwna potrawa jest :P (nie, nie są to leniwe, to kopytka posypane jakby twarogiem i polane śmietaną - z opowiadań koleżanki)

      Usuń