poniedziałek, 1 grudnia 2014

buzi, czyli "ale na pewno mnie kochasz"

Moje dziecko znów chętnie daje nam buzi. Przychodzi i mówi "buzi" wydymając usteczka w dzióbek. Tak bez okazji, ale najczęściej po tym jak każemy jej stanowczo zejść z krzesła, sprzątać zabawki czy uspokoić kopiące nas kończyny dolne. Wtedy to buzi brzmi jak pytanie "Ale kochasz mnie jeszcze?".

No jak nie, jak tak...

Ostatnio z Młodej zrobił się straszny przytulasek. Szczególnie odkąd nie chodzę do pracy. Kiedy czasem muszę iść cś załatwić i przychodzi niania, Młoda bardzo się buntuje. Oczywiście na samo wejście niani. Potem już z uśmiechem żegna się ze mną i gdy wracam jest tak zajęta zabawą, że często mnie nie zauważa. Pewnie, gdybym wcześniej sama nie pracowała jako ninia podejrzewałabym tą kobietkę o znęcanie się nad moim dziecięciem, ale tak naprawdę nie mam ku temu podstaw. Tym bardziej, że Młoda czasem pyta się o nianię, gdy ta nie przychodzi.

Młoda składa wyrazy w proste zdania. Takie bardzo proste.
"Czytać mamą".
"Weź mama chlebek".
"Ącz zygzaka".
"Ksieżyc schował się"
"Ońce świeci"
"Ończył się film"
"Banana tata, banana" - co znaczy "Tata weź mnie na barana".

Może jej mowa nie rozwija się nader szybko czy rewelacyjnie doskonale, ale coraz bardziej można się dogadać. A najbardziej mnie cieszy, że bawi się abstrakcyjnie.

Pokazuje misiowi książeczki. Karmi go niewidzialnym mlekiem. Układa spać o po chwili mówi "Obudź się!".
Z płytek z klocków lego Duplo sama złożyła niby laptopa, pokazywała nam jak na nim "pisze", po czym zamknęła go oznajmiając, że skończone. Gdy tata rzucił, żeby puściła na swoim komputerze film misiowi ta zrobiła to bez problemu. Siedziała za misiem i wpatrywali się w klocek stanowiący ekran, co rusz coś mu tłumaczyła.

Miś siedzi na nocniku prawie tak samo długo jak Młoda.


Był w sobotę u nas Chrześniak z Rodzicami, mały D. jest śliczny, dobrze się rozwija, wzorowo przybiera, ale jak to 2,5 miesięczne dziecko nie wchodzi w interakcje z innymi dziećmi. Młodej to nie zrażało. W kółko chodziła i powtarzała imię D, a gdy płakał, cała przejęta i zaaferowana niemal krzyczała "D.! Płacze!".
I ona płakała, ale nie z powodu tego, że oddała mu zabawkę, ale gdy wychodził. Potem jeszcze go wspominała.

Wczoraj w kościele Młoda nam zasnęła. Odjechała siedząc mi na kolanach. Sama słodycz, a do tego spokojnie można było mszy do końca posłuchać. Wieczorem na przytulanie przyszła do Taty i zasnęła leżąc na nim. A mieliśmy już wrażenie, że przestała potrzebować czułości aż tyle i przytulania. Może to pogoda, może brak słońca, a może po prostu taki ma czas?

Kochamy i przytulamy.

I nie szczędzimy buziaków. Kochamy do szaleństwa!

8 komentarzy:

  1. O, bo zima idzie i tzreba zagrzać serduszko i ciałko:) A przytulajcie się ile wlezie, my też lubimy:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz racje, to te ujemne temperatury ;)

      Usuń
  2. przytulaski są dobre na wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  3. I nie szczedzcie calusow i przytulania. To bardzo wazne, mowi to osoba, ktorej szczedzono, a ktora sama nie szczedzi, wiedzac jak brakowalo tego mi kiedys. Jak taki maluch zasnie na kolanach...sama slodycz*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bliskość jest nam wszystkim bardzo potrzebna...

      Usuń
  4. Najlepiej :) sama bym chętnie Mamie na kolana wlazła gdybym ją miała przy sobie teraz, a co dopiero takie małe ludziki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe ludziki są czasem nieprzewidywalne w swej przekorze. ;)

      Usuń