piątek, 5 grudnia 2014

kto i dlaczego czyta

Blogowanie weszło mi to w krew bardzo. Zaczęłam prawie dwa lata temu TAK potem przestawałam, przenosiłam się, zaczynałam od nowa. Szukałam swojego ja w internecie, różne życiowe doświadczenia zmieniały mnie w wirtualnej przestrzeni także.

Czy jestem blogerką?
Nie, ja jestem nieanielicą.

To trochę jak alter ego, albo avatar realnie istniejącej osoby. Trochę jak porządkowanie swojego wnętrza.

A trochę jak zupełnie inna ciekawa forma kontaktu towarzyskiego. Ileż wspaniałych osób poznałam pisząc. Nie będę wymieniać wszystkich, wystarczy spojrzeć na pewne komentarze, na zakładki ulubionych "Czytadełek"....

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że czytają to też Ci, którzy mnie nie lubią (jakże czasem muszę ich denerwować), którzy dobrze nie życzą. Którzy chcą koniecznie wiedzieć więcej i wykorzystać to jak najsprytniej... Byłam bardzo nierozsądna zostawiając pewne ślady za sobą.

No cóż - tym bardziej życzę miłej lektury.

Myślałam, żeby zmienić adres (przecież byłam pod innym), ale dlaczego kryć się, uciekać, zacierać za sobą ślady, kiedy wszystko co tu napisane mogę powiedzieć otwarcie i podpisać się pod tym imieniem i nazwiskiem?

Przestać pisać, żeby nie dawać prawa do siebie innym ludziom? Dlaczego? Tyle jest ważnych, dobrych rzeczy do podzielenia.

Jednak o ile imię wyszło już z cienia, a wielu czytających poznało mnie przez FB jako mnie, to jednak tutaj pragnę pozostać tylko i wyłącznie nieanielicą.Tworem fikcyjnym, choć nieludzko szczerym i prawdziwym.

Czy to blog "parentingowy" czy "lifestyl'owy", a może "filozoficzny"? Żaden raczej.
To moje pisadło, zdjęciałdło, marudło i zachwycadło.

Kto i dlaczego czyta? Ciekawe...

Ale ciekawsze raczej "jakie emocje towarzyszą czytającym" i "dlaczego"?

Dlaczego ludzie są tacy jacy są.

Każda ludzka historia to temat na powieść. Czym więcej czytasz tym bardziej chcesz. Tym bardziej zastanawiasz się czy pisać i jak pisać o sobie.

Ot, taki dziwny wpis. I kolejny dowód na to, że lepiej by mi było mniej pisać, mniej mówić. Milczeć czasem i uśmiechać się słodko. Szkoda, że tak nie umiem... Bardzo żałuję. A może wcale nie!

6 komentarzy:

  1. ehh utrata anonimowości boli..
    zawsze znajdzie sie ktoś to szpera.. za bardzo!


    Trzeba olać i iść z uśmiechem przez życie :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, nie ma wyjścia, całuję także!

      Usuń
  2. powiem Ci , że dzięki netowi poznałam wielu kapitalnych ludzi, i widzieliśmy się w realu i potęga jeszcze większa :))))

    a pisanie - fajna zabawa- ja lubie do Ciebie zaglądać i tyle :D

    pozdrowaśki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie jest magiczne. I najlepsze - nawiązuje się kontakt, z ludźmi, których można by minąć na ulicy i przegapić... To jest czad! Pozdrowionka!

      Usuń
  3. Ja czytam, czytam. Nie zawsze zostawiam wiadomość, bo chciałabym napisać coś więcej, a na telefonie ciężko. Więc zostawiam sobie "na później" i potem, cholera, emocje i potrzeba napisania się rozmywa;/ Poprawię się, obiecuję:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam - z komórki nie umiem zostawiać komentarzy - bo pyta mnie google o jakieś hasła i inne rzeczy... Mi wystarcza, że życzliwe dusze (takie jak Ty) czytają i przekonana jestem o serdeczności Twojej, ale dziwi mnie jedno - odkryłam, że czyta mnie osoba, która wcale mnie nie lubi... Ba - wini mnie za wiele zła na tym świecie, a jednocześnie wiele rzeczy po mnie powtarza w realnym życiu. Okropnie samotną się chyba musi czuć... I zadziwia mnie ten fakt. Bo nie prowadzę bloga przecież komuś na złość, no może ten wpis był leciutko przewrotny i złośliwy... Ale bardziej na zasadzie "ja wiem, że ty wiesz". A gości życzliwych to zapraszam zawsze "brama szeroko otwarta" i sama wpraszam się do przyjaciół. I z utęsknieniem czekam na ich kolejne posty. Buziaki!

      Usuń