poniedziałek, 8 grudnia 2014

mikołajki udane, czyli dobra atmosfera i marzenia o spokojnych świątach

Mikołajki minęły zaskakująco dobrze i miło. Dziadkowie dopisali Młodej, dostała moc zabawek i innych prezentów. Nawet mi się coś nie coś sięgnęło (i to w cale nie mało - jestem w szoku) z okazji urodzin (co są jutro, osiemnaste, już jedenasty rok z rzędu). Atmosfera dwóch ostatnich dni była tak dobra, że zacierają się w pamięci rzeczy, które były złe wcześniej. Może dobra wola, może troszkę aktorstwa, a może rzeczywiście świąteczna magia działa. Nie doszukuję się podtekstów, ale nie obiecuję sobie zbyt wiele na przyszłość, bo raz jest lepiej, raz gorzej. Plan świąt już mamy w zarysie. Z najważniejszymi będziemy się widzieć. 

Dla nas to ważne, choć nie mielibyśmy siły o to walczyć. Bardzo cieszymy się, że uda nam się spędzić święta z każdym po trochu.

Chcemy Młodą nauczyć dobrych rzeczy. Że kocha się nie dla czegoś, ale mimo wszystko... Że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje... Że każdy dostaje choć maleńki prezent... Że chociaż kochamy ja ponad życie i ponad wszystko na świecie, to jednak nie jest centrum wszechświata i musi zauważać innych ludzi. 

Będzie wtedy dużo szczęśliwsza.

Ona po swojemu zaczyna to rozumieć, wprawia się na misiu. Pisałam już, że zabierając go na spacery, przystaje, daje mu buzi, idzie dalej (zdjęcie akurat było pozowane na moją prośbę, ale zwykle dzieje się spontanicznie na chodniku). Trochę zastanawialiśmy się skąd się u niej to wzięło, ale już wiemy - gdy jeździła w wózku sami tak robiliśmy - co jakiś czas, bez większego powodu sprzedawaliśmy buziaki. Jak dziecko wszystko chłonie i powtarza to magia. 

Gdy przewraca się, żeby się nie rozklejała zwykle pytamy "Żyjesz?", ona przytakuje machając głową na tak: "Żyjesz!". Mężu wrócił z pracy w sobotę i miał rozbity łokieć, pokazał mi go, a młoda:
"Tata, ała... Boli... Żyjesz?" i pocałowała go w tenże łokieć. Nasz Mały Człowiek.

Czekamy na święta, czekamy na to co potem. I zdajemy sobie sprawę, że lepszych czasów dla nas jako rodziny już nie będzie. Jeszcze kilka lat, a zostaniemy znowu we dwoje, bo dzieci porozchodzą się po świecie. Niby, że jeszcze czas? A ja się pytam, a kiedy Młoda zdążyła urodzić się, nauczyć chodzić i kochać misia... Nie pamiętam, tak szybko minęło... Ani się obejrzymy a już tylko czasem będzie nas odwiedzać. Dlatego staramy się cieszyć wszystkim, także i niewygodami tego czasu, obowiązkami i co dziennymi problemami. Dziękując Panu Bogu za to co mamy.

No i prosząc, aby nie było gorzej niż jest.

Mikołaj w mikołajki całuje misia, czekając na windę.


6 komentarzy:

  1. Oj dzieciaczki chłoną nasze zachowanie :)

    Dlatego codziennie mówię Misiakom na dzień dobry kocham Was, może czasami mnie ponosi (brak poprawności politycznej :() , ale tłumaczę, tulę, rozrabiam - cieszę się, póki mogę -niech radość życia trwa :)))

    I jeszcze raz - z okazji urodzin, wszystkiego co naj!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki, dzięki. A dzieciom (nawet i mężowi) trzeba miłość nieustannie wyznawać. Te oczywistości strasznie do życia są potrzebne.

      Usuń
  2. Dzieci wszystko chłoną jak gąbka, w końcu skąd mają nauczyć się życia :) najważniejsze, żeby brały dobry przykład :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem człowiek sobie sprawy nie zdaje jak wiele pokazuje sobą...

      Usuń
  3. No przepiękny ten post, wiesz? Masz dużo racji, zgadzam się z Tobą. I Twoją H. uwielbiam, aż śmieję się do komputera:D Cudek mały, żyjesz? <3

    Wszyyyystkiego najlepszego z okazji urodzin. Niech Ci się dobrze dzieje i marzenia niech się spełniają, rosną, wypełniają serce i wszystko co chcesz wokół nimi wypełnić! Bądź szczęśliwa i żyj spokojnie:***

    OdpowiedzUsuń
  4. A dziękuję :) Zakochana jestem niezmiennie w córce, jak chyba każda mama w dziecku swoim.
    Dziękuję także za życzenia, a marzenie rośnie i rośnie ;) Niedługo wypełni dom ;). Też szczęścia i Tobie - tak z okazji moich urodzin ;).

    OdpowiedzUsuń