środa, 17 grudnia 2014

strach i radość

BABCIA - strach
Widziałam już długo, że coś się dzieje z nią. Za dużo mówiła o umieraniu. Do niej to niepodobne. Wreszcie przyznała się. Byłyśmy razem w przychodni. Dostała taki plan diagnostyki i leczenia, który jest słuszny, pochodzimy po specjalistach troszku, ale nie jest tak źle, jak sama myślała. Ale czy jest dobrze? Czy ktoś jest w stanie to zagwarantować? Bardzo jej potrzebujemy, a teraz ona też potrzebuje nas.
Martwię się o Nią strasznie, ale przez to, że trochę o zdrowiu i chorobie wiem, to wiem jeszcze mniej i trudno mi nie myśleć choć przez chwilę. Na razie działamy, nie gadamy... Działamy!

MŁODA- radość
Młoda to brój. Straszna spryciura. I z charakterkiem na dodatek. Fascynują mnie jej zabawy - które sama wymyśla, reżyseruje (a ma 2 lata i 3 miesiące, nie spodziewałam się ich tak prędko). Dużo udaje, dużo inscenizuje. Oto przykłady:

1. Bierze 3 książki - podaje po kolei, a potem ja mam oddać. I próbuje dostosować słowa "proszę" i "dziękuję" do sytuacji (co nie jest przecież takie łatwe). Co jakiś czas się żegna, mówi "papa" i "idzie pracować", odchodzi w drugi kont pokoju, potem wraca krzycząc "Wróciła" i wita się wylewnie.

2. Misia owija we flanelową pieluszkę i kładzie pd swoim stolikiem, informując, że misiu śpi. Po chwili podchodzi do niego i mówi "Obudź się", a czasem przytula go i mówi "Nie bój się". Nosi go też czasem na barana.

3. Gdy wychodzimy z domu to misiu, albo idzie z nami (opa u Młodej lub w wózku), albo zostaje w szafie w przedpokoju. Zanim drzwi do szafy się zamkną Młoda całuje go w buzie, w czółko, daje klika razy cześć, przytula i robi papa, a i tak czasem zanim zamkniemy drzwi d mieszkania niemal ze łzami prosi żeby misia zabrać.

4. Robi szalene wyprawy z plastykową owieczką po pokoju. Owieczka "wchodzi" wszędzie, a Młoda krzyczy "uciekaj, uciekaj", a po chwili "nie uciekaj, stój". Owieczka w jej ręku jest niezwykle posłuszna.

5. Auta w kolorach jak z bajki Disneya stykają się zderzakami (to Zygzak i Saly) i dają sobie buzi. Zygzak wjeżdza potem na pakę większego samochodu (to Maniek) i mówi "pa pa".

6. Po obejrzeniu "Samolotów" natomiast Młoda biega po pokoju, ma rozłożone ręce i krzyczy "Popylacz, lata Popylacz" (główny bohater tego filmu - samolot tak właśnie się nazywa). Po drodze wymienia imiona innych bohaterów filmu, jakby się z nimi witając.

7. Wczoraj oglądała przez chwilę Roszpunkę, a właściwie "Zaplątanych" (tak rodzice mają świra na punkcie bajek Disneya), a co widzę chwilę później - centymetr krawiecki zwisa z szuflady biurka, a Młoda krzyczy "Kakunka, kankunka", scena zrzucania "włosów z wieży" (centymetra z szuflady powtarza się parokrotnie".

8. Karmienie misia czy wkładanie go w nosidło i przywiązywanie (na jej wyraźne żądanie) do Młodej jest już standardową zabawą, która nikogo nie dziwi.

9. Natomiast to, że misi pływa na podstawce do skrzynki balkonowej (czystej, żeby nie było) jak w statku (co nam jest dobrze objaśnione), czy bierze kąpiel razem z Młodą w wyimaginowanej wannie, za pomocą wyimaginowanej wody, która leci z klamki drzwi w dużym pokoju jest jeszcze nowością.

Może zbyt zachwycam się ty, może inne dzieci w tym wieku też tak mają, tylko u dziecka, które widzi się kilka godzin w tygodniu trudno dostrzec złożoność zabaw i pomysłów. Ja zachwycam się ogromnie - mam prawo - jestem przecież matką tego Ukochanego Stworzenia.

Ona uwielbia gdy zbuduje się jej z lego duplo pojazd - wielki jakby samolot, na kółkach, gdzie można włożyć pilota i jeździ tym po naszym przepastnym mieszkaniu. Albo zamek z dużą ilością okien, ustawia figurki w nim, mówi im "cześć" i "papa".

Czasem po przychodzi się poprzytulać. Powygłupiać. I daje nam swoje stopy do wycałowania (a my czasem każemy najpierw zdjąć jej kapcie).

No i krzywdzi muzykę. "Mama, śpiewaj lędy, lędy śpiewaj!"... Ja i koledy... Wolne żarty. Śpiewam, kaleczę, fałszuję, bo jak dziecko prosi...

Gdyby nie Młoda wiele spraw byłoby niemal nie do przeżycia, tak straszne i przytłaczające. To jest nasze SZCZĘŚCIE i RADOŚĆ.

13 komentarzy:

  1. Jestem z Wami w tym strachu, obecna myślą i sercem! Niech się wszystko dobrze toczy i skończy najlepiej jak się da!
    A córeczka Twoja... no rozbroila mnie! Znam tylko jedną taką pannicę - Zoszkę mojej siostry:D udana dziewczynka, ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci za miłe słowa Mariolko! Każde dziecko jest wyjątkowe i najważniejsza rzecz dla rodzica to dostrzegać. ;)

      Usuń
  2. Nikt nie zagwarantuje... Ale ważne by być opanowanym, ja swoją Mamę przez ostatni rok pilnowałam, a i teraz trzeba przy lekach bo czasem stwierdza,że może nie wykupi leków czy coś..
    I masz prawo zachwycać się dzieckiem, jesteś Mamą, musisz być z niej dumna :) Aby to tylko nie przekroczyło pewnych granic. Bo są rodzice, którzy niby dbają o swoje dziecko ale później walczą o coś albo rządają czegoś powołując się na dziecko. I lubię czytać, takie notki jak Twoje, widząc, że dziecko jest normalnie chowane. Bo wielu rodziców uważa się za bogów... Ale to taka dygresja bo przed chwilą oglądałam wiadomości o rodzicach co mają fundację i żyją z tej fundacji i chcą dobra dzieci w szkole ale oczywiście o szkole nie wiedzą nic :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym wychować dzieci na szczęśliwych ludzi... Ac o do tego filmu, to chyba właśnie mam zamiar go "odpalić". ;)

      Usuń
    2. Wiesz, i to chyba wystarczy :) Ale wiele rodziców myśli,że dziecko szczęśliwe będzie jak kupią mu smartfona, laptopa i w ogóle .... A tak nie jest. Byłaś szczęśliwa bez tego? Bo ja tak, dla mnie szczęście to było robienie z mamą ciast, ciasteczek, zabawy, rysowanie, właśnie śpiewanie piosenek :)

      Usuń
    3. Byłam szczęśliwa bez tego, ale wtedy smartfonów nie było, a laptopy tylko na filmach w TV... ;) Nie ma opcji, żebym się "zarzynała" finansowe, żeby spełniać kaprysy dziecka. Chciałabym mieć więcej dziec - 3 albo 4, dać każdemu tyle ile potrzebuje - ale nie za dużo. Widzę po znajomych i rodzinie, że Ci którzy materialnie dzieciom dawali dużo, wcale nie sprawili, że dzieciaki są szczęśliwsze, natomiast dzieciaki z rodzin gdzie wszystkim trzeba było się dzielić wyrosły na poukładanych ludzi. A co do laptopa, samrtfona i tabletu - Młoda korzysta z naszych jak ze swoich, to na razie problem kupna jej takich gadżetów odpada.

      Usuń
    4. Ale przyjdzie czas,że ze chce i trzeba będzie wytłumaczyć,że nie czas :P A wystarczy czasem pójście do przedszkola czy zerówki :P Jak koleżanki mi mówią o niesamowitych tabletach w zerówkach to aż mam ciarki. I właśnie rodzice pracują czasem na kilku etapach by dzieci miały dobrze, ale nie mają, bo jestem przekonana,że dziecko wolałoby widzieć częściej rodziców niż siedzieć z nianią czy kim tam. Ja się cieszę,że mama ze mną tyle czasu spędzała i teraz mam co wspominać :)
      I wiesz, to widać na studiach też doskonale, jak są jedynaki albo mają tylko brata albo siostrę i rodzice dają kasę a ona siedzi i przewraca oczami bo chce na impreze ale musi chodzić bo rodzice płacą itp. A potem i tak nie zdaje.

      Usuń
    5. Dlatego nie ma opcji - moje dziecko musi nauczyć się cieszyć z tego co ma, pewnie też będzie musiała dorabiać sobie na przyjemności (tak jak i ja robiłam na studiach - na ciuchy i kosmetyki, komputer i część książek musiałam zarobić (o imprezach i alkoholu nie wspomnę), dom i utrzymanie miałam gratis u mojej Babci. I świetnie wspominam ten czas, nie czuję się pokrzywdzona w żadnym stopniu. Nie spędzę z dzieckiem tyle czasu ile może i trzeba by było. Ale moja praca jest moja wielką pasją, wracając z niej jednak jeszcze bardziej staram się być na 100% dla dziecka. Bo siedząc w domu przez ponad rok zaczynałam być taką nudną, nieciekawą mamuśką, która niewiele ma do zaoferowania od siebie (perfekcyjnej pani domu to ze mnie nie będzie), staram się przedkładać jakość nad ilość czasu z dzieckiem. I dlatego o dziecko postarałam się względnie wcześniej (jak na mój zawód), żeby "odchować" chociaż troszkę zanim będę długie godziny spędzać w pracy i dyżurować w weekendy.

      Usuń
    6. Wiesz, ale spędzasz czas. Wyobraź sobie,że miałam sytuację,że rodzice przywieźli do sali zabaw 3 siostry... I zamykaliśmy o 21 a oni o 22 nie odbierali telefonu... I wątpie by byli w pracy :P
      A ja od rodziców grosze nie dostaje, sama opłacam studia, lekarza, leki :) I wcale nie żałuję,że muszę na to sama zarabiać.

      Usuń
    7. Ja nie lubię nawet hasła "przyjdź do mnie, ale bez dziecka"... Jeśli sprawa pilnie tego nie wymaga (nie odwiedzam kogoś zakaźnie chorego, nie idę w celach zawodowych, urzędowych itd.) to nie ma takiej opcji. Mój czas wolny to czas dla rodziny. No chyba, że teraz, gdy Młoda śpi, ale to zaraz się skończy.

      Usuń
    8. Wiesz, ale ja mówię o placówkach. Gdyby mogli to niektórzy by zostawiali w przedszkolach na noce i dnie... Tak samo tutaj. I jakoś ludzie mieli w dupie,że ja pracuje a oni mi dzieci podrzucili do tak późnej porze. Ciekawe czy jak sklep jest do 20 to oni siedzą do 22 i wybierają zakupy ;/ Pewnie nie, ale dziecko można zostawić...

      Usuń
    9. A, u mojej koleżanki w przedszkolu zrobili tak,że za każdą godzinę poza zajęciami dziecko zostaje to 30zł płacisz, no i wiesz ile dzieci zostaje?

      Usuń
    10. Może i są ludzie, którzy muszą pewne rzeczy załatwić później... Moje praca jest taka, że nie raz wyjdę z niej nie godzinę, nie dwie, ale pół dnia później. Czasem nie ma się wyjścia. Ja to rozwiąże dzięki niani, która będzie odbierać dzieci z przedszkola, żeby cały dzień nie siedziały w placówce, a miały jakąś chociaż namiastkę domu w codziennie. I nie uważam, że będę złą matką, przez to, że będę czasem tak pracować. We wszystkim trzeba chwycić złoty środek. Zresztą mam nadzieję, że we dwójkę z Mężem damy radę poustawiać to wszystko, tak żeby dzieciaki miały jak najwięcej nas dla siebie. Na razie olałam pracę i koło roku będę znowu w domu, ale to jest wybór podyktowany rozsądkiem i miłością, bardzo ostrożnie oceniam wybory innych rodziców, bo wiem jak okryunie i niesprawiedliwie możnaby potraktować moje.

      Usuń