poniedziałek, 29 grudnia 2014

wczoraj była Niedziela Świętej Rodziny, czyli o tym co komu pisane...

Święta nie były do końca takie, jakie sobie zaplanowaliśmy.
Nie bardzo wesołe i nie bardzo beztroskie.
Martwimy się bardzo zdrowiem Babci, całe szczęście mieszkamy w Bydgoszczy, a tu dostęp do specjalistów niektórych (bez najmniejszego nawet korzystania ze znajomości) jest całkiem niezły. Będzie miała badania, konsultacje... Dzisiaj jadę z Nią na jedno z zaleconych badań, potem będzie konsultacja i decyzja o leczeniu. Od tego zależy wszystko. Czekamy, modlimy się...

Nic więcej w naszej mocy nie leży.

Ludzie nienawidzą lekarzy, bo są jak beznamiętni sędzia, którzy wydają wyroki. Nie dziwię się wcale. Gdy stanę po drogiej stronie stetoskopu muszę sobie dobrze zapamiętać, dlaczego ludzie mnie nienawidzą. I dlaczego czasem nie można brać tego do siebie. Jak ja teraz nie pragnę złych informacji. Walczyłabym o dobre do utraty tchu... Ludzka-zwierzęca natura zawsze w kontrze stoi do tej pokornej boskiej natury człowieka...

Wczoraj była Niedziela Świętej Rodziny - wspomnienia dobre i ukochane wróciły. Sześć lat temu właśnie w to święto wybraliśmy się z moim Mężem (wtedy co - ledwo poznanym chłopakiem) do kościoła po raz pierwszy razem. Nie dość, że święto wymowne, to jeszcze parafia nie byle jaka. Farna. Pod wezwaniem MATKI BOSKIEJ PIĘKNEJ MIŁOŚCI - sanktuarium, w którym można prosić nie tylko o znalezienie żony czy męża, ale błogosławieństwo dla par i małżeństw, o dzieci, o szczęśliwe życie...

Już wtedy gdzieś pod własną skorupą niedowierzania czułam, że spotkałam kogoś wyjątkowego, ale chyba nie śmiałam się ani modlić, ani myśleć o tym, że będziemy razem rodziną (zresztą nie jestem mistyczką, obrzędy religijne przeżywam raczej płytko). Jednak coś już wtedy było nam pisane, Ktoś zadecydował za nas...

I dobrze, że Ktoś jest.

W takich sytuacjach jak teraz dobrze zawierzyć mu. Nie zmienia może to sytuacji w sposób namacalny, ale daje człowiekowi odrobinę wytchnienia, pozwala wierzyć, że wszystko ma sens i plan.

O świętach, prezentach, spotkaniach jeszcze napiszę. Chyba. Jeśli nie pochłonie mnie codzienność zbyt mocno. A tutaj - tak szybciutko - jeszcze raz podziękuję za paczkę, która była wspaniałą niespodzianką z różową poduszką z kotkiem oraz kartkę z bardzo daleka, bo aż zza granicy ;). 

8 komentarzy:

  1. Życzę zdrowia dla Babci.

    OdpowiedzUsuń
  2. zdrowia dla Babci!

    a co do wczorajszego dnia,to dzien bardzo wymowny...wczoraj tez po raz trzeci zlozylam przyrzeczenie duchowej adopcji,z mezem,on po raz drugi. bylo pieknie. wiara daje sile, pomaga mi zaufac i patrzec w przyszlosc bez lęku.

    a ja z moim w pierwszym kosciele w jakim raze bylismy byla cerkiew prawoslawna w gdansku,pojechalismy tam z naszym dr w ramach zajec na studiach. ach i myslalam sobie,trzymajac reke mojego "swiezego" chlopaka,ze to chyba cos wyjatkowego,i klimat i nastroj tez byl...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam kiedyś o duchowej adopcji, ale nie jestem na to gotowa... Zresztą, nie umiem przeżywać zbyt głęboko pewnych spraw. Wolę takie jakieś namacalne działanie. Obrzędy kościelne są dla mnie tradycją, może obowiązkiem, aczkolwiek wierzę, bardzo mocno wierzę - i w Pana Boga, i w CUDA, których dane jest nam doświadczać.

      Usuń
  3. Często nie mamy wpływu na pewne rzeczy, ale ważne, że Ten na górze nad nami czuwa ;) Czasem nie wierzymy, tracimy nadzieję, a potem okazuje się, że jednak nasze marzenie się spełniło ;) Wszystkiego dobrego w Nowym Roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie, samych najpiękniejszych rzeczy!

      Usuń