czwartek, 8 stycznia 2015

i jeszcze kilka słów o tym, co oglądamy

Uwielbiam ciepłe komedie w stylu "Listy do M."
Z niemałym zaangażowaniem oglądamy disnejowskie produkcje: "Kraina Lodu", "Zaplątani", "Auta", "Auta 2", "Samoloty", "Piękna i Bestia", wszystkie "Shrecki", "Epoki Lodowcowe", ""Madagaskary" i co tylko wpada w ręce. Przecież dziecka samego przed komputerem (telewizora - jak powszechnie wiadomo - samego się nie zostawia).
Najbardziej jednak przemawiają do mnie filmy i seriale traktujące o tym, co jest najgorszym doświadczeniem ludzkości w XX wieku - o Drugiej Wojnie Światowej. Niedawno dokończyliśmy oglądać "Czas Honoru" jak dla mnie najlepszy serial w dziejach polskiej telewizji. Z ciekawości zaczęliśmy "Sprawiedliwych" i mimo początkowego zniechęcenia po dwóch odcinkach wiedzieliśmy, że obejrzymy do końca. Warto - choć serial wygląda chwilami teatralnie, odrobinę sztucznie, to jednak historia opowiedziana wciąga bez reszty. Dużo symboli różnego rodzaju się tam pojawia. A wszystko jest bardzo ludzkie. O bohaterstwie, ale nie zawsze do końca i czasem z przypadku...
Głośno dyskutowany serial "Nasze matki, nasi ojcowie" wbił mnie w fotel (a właściwie dywan, bo fotela nie mam, a filmy oglądam najczęściej z dywanu). Nie mi oceniać wartość merytoryczną tego serialu (nie znam się tak na historii), ale sama opowieść o piątce przyjaciół bardzo mnie przekonała. Szczególnie postacie dwóch braci, którzy totalnie zmieniają się podczas walki. Perspektywa niemiecka pokazana w tym serialu nie stanowi dla mnie problemu, bo ja raczej w wojennych serialach szukam zawsze wątku człowieczeństwa postawionego przed najstraszniejszymi wyborami jakie można sobie wyobrazić. No i czekam na dobre zakończenie, chociaż jest ich tak mało.
W planach mam obejrzeć oczywiście "Miasto 44", do którego podchodzę nieco sceptycznie. Chociaż "Jutro idziemy do kina" zachwyciło mnie dopiero po parokrotnym obejrzeniu, chociaż bezpośrednio o wojnie nie traktuje.
"Kamienie na szaniec" także koniecznie muszę zobaczyć. 

Filmy o wojnie są filmami o CZYMŚ, o prawdziwych emocjach - bólu, cierpieniu i strachu, ale i szczęściu... Nadziei, że koniec bliski i szczęśliwy. I trochę o tym jak my jesteśmy szczęśliwi, choć zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy.

A ten teledysk jest sam jak film. Film, w którym chcemy pytać kim są bohaterowi i czy przeżyli...



PS. Tak, nauczyłam się niedawno wstawiać filmiki na bloga i jestem z tego dumna! (jak to blondynka)

5 komentarzy:

  1. hahahahha ;d Bardzo mi się podoba Ps. ;D ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż - na intelektualistkę, to ja się raczej kreować nie dam rady :P

      Usuń
  2. Widzę duże podobieństwo do mojego gustu filmowego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń