piątek, 16 stycznia 2015

już nie rozumiem, czyli o tym jak marzenia zmieniają się

Przez całe studia, a nawet grubo przed nimi byłam przekonana, że zostanę psychiatrą.

To był mój ukochany przedmiot na studiach, kilka lat należałam do "Koła psychiatrycznego". Fascynowało mnie to strasznie. Ta babraninka w odmętach duszy ludzkiej... To zgłębianie, zrozumienie drugiego człowieka... Świadomość, że nie ma łatwych odpowiedzi, ani pewności co do niczego. Strasznie mnie to kręciło.

Nadawałam się - tak mi się zdawało, bo rozumiałam wszystko i wszystkich. Taka naiwna, życzliwa, nic niepragnąca dla siebie. No ale plan na życie miałam skrajnie różny. Miała być kariera, dużo, dużo pracy... Poświęcenie dla ludzi.

Nie bałam się, żyłam przecież dla siebie, odpowiadając za siebie tylko.

Gdy jednak założyłam rodzinę, urodziłam Młodą jeszcze na łóżku porodowym (podczas zszywania - wiecie czego - zupełnie serio - jak głupio to nie zabrzmi) doszłam do wniosku, że nie mogę dalej pragnąć tego samego.

Trzymając swoje pierwsze dziecko na piersi poczułam wszechogarniający strach - czy będzie szczęśliwa, czy zapewnię jej właściwą opiekę, czy nikt jej nie skrzywdzi... Przyszła też wtedy myśl, że nie mogę być psychiatrą, że wcale tego nie chcę. To nie dla mnie.

I wcześniejsze doświadczenia, i późniejsze - z ludźmi zaburzonymi w otoczeniu bliższym i dalszym utwierdziły mnie tylko w tym. Okazało się, że gdy nie pędzę na każde zawołanie, nie poświęcam wszystkiego swojego czasu, sił i chęci to "nie rozumiem już", "jestem niewrażliwa" i "ignoruje", a nawet "krzywdzę", "dręczę" i "ranię"...

Nie dostrzegałam nigdy w pacjentach ludzi, którzy niszczą swoje życie, a także rozwalają otoczenie. Pacjenta zawsze traktuje się lepiej bardziej rozumie niż kogoś kogo się na, lubi albo kocha.

Człowiek wiele rozumie, ale w końcu przestaje. Chce być normalnie szczęśliwy, dawać siebie ludziom, ale choć trochę zostawiać dla siebie.

Od dnia, w którym urodziłam córkę, wiedziałam, że moje marzenia zawodowe musiały sie zmienić.

Hala byłą malutka gdy wymacałam u niej węzełki chłonne powiększone - i panika - lekarz pediatra, skierowanie do hematologa. I prośba do Pana Boga "spraw, żeby była zdrowa, a ja będę inne dzieci kiedyś leczyć, proszę...".

Wyniki dobre.

Obietnicy dotrzymać trzeba.

Najmniej lubiany przedmiot na studiach - pediatria - ma być moją przyszłością?

Poszłam na staż. Z pediatrii był najlepszy. Na każde dziecko patrzałam przez pryzmat własnego. Więcej rozumiałam, więcej chciałam, odnalazłam się w tym co przez lata wydawało mi się abstrakcją. Gdy tylko zakończę macierzyński składam dokumenty na pediatrię. Ta praca da mi satysfakcję (na wdzięczność i pieniądze to raczej liczyć nie powinno się nigdzie) i jakiś wewnętrzny spokój (choć spokojna też nie będzie). Wiem to, bo uczciwie pracowałam na stażu.

Staż z psychiatrii też był miły. Pacjenta nie da się nie lubić z czymkolwiek nie przyjdzie i jakkolwiek się nie zachowuje. Jeśli to nie jest osoba bliska, to człowiek w pracy jest zupełnie pozbawiony złych emocji, osądu i irytacji. Tylko, że ja już czułam, że to dla mnie rozdział zamknięty. Chociaż parę razy (w tym od pani ordynator) słyszałam pytanie czy nie chciałabym przyjść do pracy do nich, bo się podobno nadaję.

Wiem, że jestem szalona, ale już tego nie czuję.
Czego?
Miłości do psychiatrii. Odkochałam się.

Teraz po pierwsze jestem Kasia. Po drugie mama. Po trzecie żona. Dopiero później lekarz i mniej czy bardziej człowiek, który stara się być dobrym...

Kiedyś mówiłam:
-Na pewno psychiatria, w życiu nie pediatria!
Teraz mówię:
-Zobaczymy jak się życie ułoży, grunt żebyśmy zdrowi byli...

6 komentarzy:

  1. Po pierwsze jestem Kasia - witaj Kasiu, jestem Magda :)
    Rozumiem o czym piszesz, bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tak mało trzeba, aby zrozumieć... a pozornie obcy ludzie mają całkiem te same myśli, spostrzeżenia i emocje...

      Usuń
  2. Wiesz? Bo to był Boski plan. Stworzył Bóg Kasię zdolną i wrazliwą i wspaniałą. Dał narzędzia i obserwował. Nadawalaś się na psychiatrę, ale czegoś było w tym za mało. Dał więc Dziecię i obserwował Bóg dalej i zobaczył, że Kasia wielkie rzeczy uczyni lecząc dzieci. Ty sama dałaś obietnicę, bo odkryłaś swoje powołanie.
    wierzę, że wszystko co się dzieje z nami ma swój cel :*
    Będziesz wspanialym dziecięcym lekarzem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację, w każdym razie dobrze mi będzie wierzyć w to co napisałaś!

      Usuń
  3. Chyba każdy ma w zyciu takie momenty, że weryfikuje swoje marzenia, pragnienia, zmieniają się człowiekowi priorytety. Ciekawa jestem co postanowisz po przyjściu na świat drugiego dziecka :)
    Pozdrawiam nela81

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż się boję ;) o tym myśleć. Pozdrawiam także gorąco!

      Usuń