środa, 21 stycznia 2015

po kilka słów, na kilka tematów, czyli zdanie nieanielicy w sprawach prokreacji i nie tylko

(1)
Wczorajszy HIT interneta:
Papież Franciszek (świetny gość) powiedział, że dobry katolik nie musi mieć dzieci tyle co królik, że ósme dziecko po siedmiu cesarskich cięciach to wystawianie Pana Boga na próbę. Szok. Zawrzało.
Jakoś jako katolik, chrześcijanin (może nie najpierwszejszej jakości, ale nie znowu całkiem taki ostatni) nie byłam tym jakoś zszokowana.
Otwartość na życie - tak - jak najbardziej (o tym przecież Papa mówił na początku).
Ale odpowiedzialność - to jeszcze bardziej.
Jak dla mnie to, że podał Papież liczbę 3 jako całkiem fajną liczbę dzieci nie jest ani szokujące, ani zaskakujące. Wychowanie trojga dzieci leży w zasięgu możliwości wielu ludzi, szczególnie takich jak my - którzy nie zaczęli płodzić zbyt wcześniej (miałam prawie 26 lat jak urodziłam Halę).
Nie dopatrywałabym w wypowiedzi Papieża dla rodzin gdzie dzieci jest mniej (a może z jakiś przyczyn nie ma ich wcale), ani gdzie jest ich więcej. I bawi mnie całe oburzenie pana Terlikowskiego, którego o ile wcześniej można było próbować zrozumieć w iluś kwestiach - teraz robi sam z siebie pośmiewisko.
Litości - przecież Papie nie chodziło o kontrolę urodzeń, ale o to, że człowiek ma rozum, żeby z niego korzystać. 

(2) 
Pigułka "PO"
Profesjonalnie - nic mi do tego czym trują się ludzie (wczesnoporonne działanie pigułki nie jest na 100% jasne, ale środków wczesnoporonnych jest masa cała, nawet niefarmakologicznych - nie oszukujmy się - będzie chciała kobieta zrobić kuku "dzidziusiowi" zrobi).
Dla mnie nawet wygodniej, że nie na receptę takie rozwiązania będą. Nie na swoją odpowiedzialność będę brała podanie wielkiej dawki hormonów, która - zabijcie mnie - ale nie mam pojęcia jak konkretnie zadziała na daną osobę. Z mojej skromnej wiedzy wynika jednak, że tak zupełnie bezpieczna to ona nie jest.
Mniejsza z teorią.
Może dlatego, że u mnie w rodzinie każdą ciąże trzeba się wystarać, wymodlić nawet, dlatego może mój stosunek do zygoty wyrażam słowami "dzidziuś"... Połączyło się jajo z plemnikiem, to łap się kochanie mamusinej macicy i rośnij! 
Jestem jako kobieta przeciwnikiem stosowania środków hormonalnych, wkładek domacicznych, a także wszystkiego co by mogło nawet "najmniejszemu dzidziusiowi" życie utrudnić.
I nikogo nie przekonuję do swoich poglądów, bo to chodzi o mnie i o moje dzieci.
A polemiki wszelkiego rodzaju zostawiam tym, którzy lubią pogadać. Statystyki bywają bardzo różne i zaskakujące.
Ja mam swój światopogląd i system wartości, nie wstydzę się go, ale i nie narzucam.

A dzieci - 3 to fajnie, 4 byłoby świetnie... Ale na razie jest dwoje (jedno jeszcze w fazie końcowej produkcji) i jest co robić i kogo kochać.

(3) 
Karmienie piersią
Także po słowach Papy Franciszka bardzo zawrzało, gdy podczas mszy czy nabożeństwa gdy także udzielał chrztu wielu dzieciom, powiedział do kobiet, że jak dziecko płacze mogą je nakarmić. I rozwiał tym moje ostatnie dylematy na temat karmienia piersią. W poczekalni, w parku, w sklepie, w domu u siebie, i w gościach, w pociągu, autobusie, w Wilczym Szańcu... Halę karmiłam prawie wszędzie piersią. Ale w kościele nie, nie zdarzyła się taka okazja i zastanawiałam się czy można... Może i częściej bym z małym dzieckiem chodziła do kościoła, gdybym była pewna, że to wypada. Bo cyc - jak wiadomo - najlepiej uspakaja skołatane nerwy malucha.
Samo w sobie to bardzo szokujące też nie jest. Przecież nie kto inny jak Pan Bóg dał nam kobietą możliwość karmienia dziecka, ale jakie znowu oburzenie w internecie.
Z ciekawości czytałam komentarze:
"Przecież można wyjść z kościoła", albo "Kulturalnie i higienicznie nakarmić dziecko butelką".
No i tu od komentarza się nie powstrzymam:
Wychodzenie z kościoła (najlepiej na mróz) w czasie mszy wcale nie wydaje mi się lepszym i praktyczniejszym rozwiązaniem niż przystawienie dziecka do piersi (nikt nie mówi o wywalaniu cycków na wierzch, tylko o normalnym karmieniu - zresztą na mrozie to bym cycki sobie przeziębiła właśnie).
Nie wiem co kulturalnego jest w butelce (pod sklepem pije się z butelek średnio kulturalnie), ale higieniczne to nie jest na pewno. Nie ważne czy to mieszanka czy mleko odciągnięte. W butelce zaczyna się psuć już po krótkim czasie od przygotowania. A w cycku - zawsze świeżutkie, odpowiedniej temperatury, a że myję się regularnie - to raczej jakiegoś wielkiego zagrożenia epidemiologicznego raczej nie stanowi.
Jeśli kobiecie jest wygodniej sięgać po butelkę, ba - nawet jak w ogóle nie karmi piersią - to jest jej sprawa. Tu profesjonalnie nie jest mi to obojętne - zawsze będę namawiać, przekonywać, zachęcać... Ale tak naprawdę tylko jeśli chodzi o własne dzieci decyzja należy do mnie (i do mojego męża po trochę). I wiem jaką podejmę (oczywiście nic na siłę - jak przyplącze się jakieś paskudztwo nie będę umierać za karmienie piersią, wszystko z umiarem) i jak bardzo będę się starać karmić cycem, teraz już nawet w kościele. Widziałam po Hali jak jej to służy. Do roku karmiona, a jadła wtedy wszystko... Niejadkiem stała się później... Tak mnie kusi drugie karmić do 2 lat. Dłużej - nie wiem, wyjdzie w praniu.

A i nie lubię tych ciasnych klitek pod tytułem "pokój matki z dzieckiem" - do przewijania jak najbardziej ok, zresztą przewijać mogę i w toalecie jeśli tylko są wystarczające warunki, ale karmienie czy picie (pierś dla dziecka jest jednym i drugim) dlaczego ma odbywać się w ukryciu?
O nie, nie - partyzantka nie dla mnie, tylko otwarte działania!

Nie jestem kobietą super-nowoczesną. Ale za zacofaną także się nie uważam. Świat jest szalony, ale nie wszystko co się dzieje na nim jest złe!

2 komentarze:

  1. Karmiłam w kościele dwa razy :D żadnego halo tym nie zrobiłam, wszak Matka Święta Syna Bożego też karmiła piersią właśnie :D i nikt nie zadawał absurdalnych pytań czy to wypada ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama w pokoju małym (dziecięcym czy też sypialni) mam obrazek Matki Boskiej Karmiacej (tzw. Mlecznej). Uważam, ze jest piękny!

      Usuń