środa, 11 lutego 2015

będzie wszystko inaczej...

Lada dzień nasz świat wywróci się do góry nogami. I dobrze! Przecież czekamy na to, pragniemy tego... Ale dopiero teraz - gdy niby wszystko zaplanowane i zrobione - dopiero do mnie dochodzi, że nie umiem sobie wyobrazić tej naszej nowej rzeczywistości.
I ten strach we mnie - czy wszystko pójdzie dobrze, czy mała urodzi się zdrowa i silna... Nie wiadomo skąd pojawia się też strach o starszą. Czy zajmiemy sie nią należycie. Czy nie pochoruje się, czy będzie szczęśliwa mając rodzeństwo.
Niby to już czas, kiedy nie zostało na myślenie ani chwili, ale teraz właśnie myśli są najbardziej natrętne, aż nieprzyjazne chwilami...
I śni mi się, że karmię już Mamysię piersią (tylko dlaczego przez słomkę?), moje myśli nie uporządkowane zupełnie, nie chcą współpracować ze mną i przez o nie sposób podjąć jakieś uporządkowane działanie. Gdzieś tkwię w zawieszeniu, nawet teraz nie będąc pewna, czy słowa, które wystukuję na klawiaturze mają jakikolwiek sens...
Nie jest tak, że siedzę i myślę... Nie...Nic z tych rzeczy.
Staram się nadganiać wszystko co do nadgonienia jest. Nowym telefonem (stary odmówił posłuszeństwa) robię zdjęcia Hali dokumentując szczęśliwe jej jeszcze jedynacze chwile.
Codziennie (raz albo dwa razy) jesteśmy u Babci, robiąc tyle ile możemy - będąc z nią...
Nauczyliśmy się korzystać z otulaczy, wkładek bambusowych i polarku zamiast pampersów. Piekę ciasta, robię mini-pączki. Coś tam czasem gotuje. Na zaś przygotowuje wielkanocne prezenty dla dzieciaków z rodziny i "przyległości". Wiję gniazdo dawno już uwite.
Twórczość moja różnoraka leży i kwiczy, bo ani twórcza ani zawzięta być nie potrafię już...

Może powinnam zrobić coś jeszcze, lepiej przygotować nasz dom/świat na Mamysię? Może za mało do Niej mówię, może za mało głaskam brzuszek.

To jest zupełnie inna ciąża niż Halinowa. Zupełnie inna jest nasza sytuacja, zupełnie inne dziecko (nawet buźka na USG zupełnie inna wydaje się być).

Nie boję się, że będę kochać mniej, któreś z dzieci - kocham do szaleństwa obie córki, ale to co nowe, inne, niepewne jest tak nieodgadnione i tajemnicze... Bardzo chcę żeby to było już, a sama jakby w głowie odwlekam to na później.
Niepozbierana.

8 komentarzy:

  1. zabrzmi to dziwnie, ale doskonale Cię rozumiem.. Tylko ja już teraz czasem mam takie myśli... to co będzie później, jak będę w ciąży?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to teraz tak nachodzi... Mam nadzieję, że po porodzie będę miała takie jaśniejsze spojrzenie na wszystko...My kobiety jesteśmy chyba trochę "niewolnicami hormonów"...

      Usuń
  2. Nie bój się że będziesz kochać mniej.
    Inaczej ale nie mniej.

    Będzie dobrze, będzie ok.

    Miłość wszystko sama ułoży tak jak powinno być...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę i mam nadzieję, ale chwilami przytłacza mnie ta nierealność tego co będzie za tydzień, za dwa, a może za trzy...

      Usuń
  3. Ty pod koniec ciąży czujesz się tak, jak ja w moim dopiero szóstym miesiącu. Ciężko mi się zabrać do czegoś, nie żeby mi sił brakowało przez brzuszek, ale z lenistwa. Nie chce mi się już robić na szydełku, które powoli zaczęłam rozumieć, a dużo myślę. Skoro ja już tak się czuję, to co będzie pod koniec ciąży? Aż się boję pomyśleć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszej ciąży człowiek chyba "jest dla siebie bardziej wyrozumiały", potem jak już się biega za jednym dzieckiem dużo później odczuwa się zmęczenie. Zresztą każda z nas jest inna, może u Ciebie forma pod koniec będzie znakomita właśnie! Wszystko będzie dobrze, byle było zdrowo! Więc zdrówka, Kochana Zagubiona!

      Usuń
  4. Zupełnie to normalne i to zasługa hormonów i zwykłego strachu przed zmianami, które popchnięte jak jeden klocuszek domina uderzają o kolejne :D Poradzisz sobie ze wszystkim i będzie wspaniale i pięknie - co nie znaczy, że będzie łatwo :))) Wdrożycie się w nową rzeczywistość i z każdym kolejnym dniem będzie się Wam wydawało, że tak było od zawsze. Tylko żeby Mamysia nie miała rożków od urodzenia na główce ;) Podobno jak jedno anioł to drugie diabełek :) Ale kto tam wie?
    Te wyrzuty sumienia o niegadanie i niegłaskanie drugiego brzuszka znam doskonale. W ogóle druga ciąża jest zupełnie inna niż ta pierwsza i przemija bardzo szybciutko. Jako mamy małych ludzików mamy pewne doświadczenie i wydaje nam się, że już wszystko wiemy i ze wszystkim damy sobie radę... jak tak wspominam okres, gdy pojawiło się moje drugie dzieciątko na świecie wszystko było zupełnie inne niż pierwsze doświadczenia :)

    Kasieńko trzyma się cieplutko. Otaczam ogromną dobrą myślą. W ufności siła, mądrość i miłość :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie fajnie, inaczej, cudowniej i bardziej hardcorowo :D

    OdpowiedzUsuń