środa, 27 maja 2015

pierwszy przyjaciel marii

Prezent Marysi od Jej Matki Chrzestnej, która jeszcze Matką Jej nie jest, ale już się czuje.
Bezimienny motyl wielkości 3/4 Marysi.

Pierwszy przyjaciel, na punkcie którego Młodsza oszalała.
Uszyty własnoręcznie przez Obdarowującą. Na maszynie i ręcznie, z materiałów różnistych.
Z szeleszczącymi skrzydłami i grzechoczącym brzuszyskiem.
Oprócz zwykłego wypchania zawiera ogromne pokłady serca.

chwile radosnej wolności


On i Ona
Ona i ja

kłamczucha, ale nie do końca

Zdałam sobie sprawę, że skłamałam. Skłamałam okrutnie. I to publicznie. Na fejsie.
Twierdziłam, że pierwszy raz coś wygrałam - konkretnie woreczek PULowy... A to była druga wygrana w moim życiu - bo wcześniej była książka od Ani, drogiej Kury piszącej Pazurem (i z pazurem).
Napisałam, co napisałam mając na myśli, losowanie - bo pierwszy raz wylosowałam nagrodę. Od Ani książkę dostałam za kreatywny komentarz, ale po dniu zorientowałam się, że kłamię.
No i czułam wielką potrzebę to sprostować.

Jestem nienormalna i niedzisiejsza, bo nawet takie błahe kłamstwo męczy mnie niesamowicie.

Na co dzień nie kłamię. Nie lubię kłamać. Nie lubię ludzi, którzy kłamią. Patologicznie wierzę w słowa ludzi, chociaż z każdym rokiem życia już jakby trochę mniej.

Niech będę najnaiwniejszą osobą pod słońcem. Niech będę...

Uczciwość jednak czasem popłaca. Zdarzyło już mi się i tak. 

Niech i będę ta, co nie umie się ustawić...

Ale niech jeszcze wygram jeszcze nie raz. Nie woreczek PULowy, nie książkę, nie dużo pieniędzy... Niech wygram wolność swoją i spokój sumienia.

A najważniejsze - co piszę do znudzenia - jest zdrowie. Nic poza tym.

piątek, 8 maja 2015

tajemnice ogrodu 2

Podobno to surfinia...
Tal mówiła pani w centrum ogrodniczym.
Może nie do końca wierzymy, ale nam się podoba.

To z pewnością surfinia.
Nawet dwie.
Nawet dość odważne - bo stawiły czoła wiatrom.
Przeżyły.
I pachną. Szczególnie przed burzą.
Gdybym robiła balkon dla siebie nic poza surfinią i maciejką by tam nie było.
Jeśli w ogóle robiłabym balkon.

Begonie. Podobały się Hali... Wybrała je bez mrugnięcia okiem.
Babcia lubiła begonie... W każdej rzeczy sentymenty i wspomnienia.

Surfinia zniszczona przez wiatr - dogorywa, a może właśnie się kuruje w wielkiej misie.
Dla towarzystwa nieco maciejki dookoła. Maciejka jeszcze śpi.

Zmieszane i pomieszane kwiaty do skalniaków, nadają się i do skrzynek.
Znów będzie barokowo i niepozbieranie.
Dla Hali zdaje się atrakcyjnie.

Bardzo typowo też jest.

czwartek, 7 maja 2015

o narodzinach Mamysiowych

Kontrolne KT w 41. tygodniu ciąży nie spodobało się Naszemu Doktorowi.
Oksytocyna i zobaczymy co będzie.  W razie czego ścinamy.
Ok. Ufamy facetowi, wie co robi.
Nasza Pani Niania uprzedzona, o Halę martwić się nie musimy.
Po oksytocynie KT się poprawia, ale skurczów macicy na nim nie widać. Ale ja czuję, że się zaczyna.
Położna trochę w to wątpi. Namawia mojego męża, żeby jeszcze wrócił do domu się przespać, bo  to nie prędko będzie.
Ja jednak sugeruje, że chyba prędko. Dalej powątpiewa, ale po badaniu zmienia zdanie.
Jest świetna. Namawia mnie na piłkę, na prysznic, na piłkę pod prysznicem. Angażuje Tomka.
Poród mam jak z filmu - bolesny, ale nie zbyt długi, bezpieczny, profesjonalny i ze wszelkimi atrakcjami - także z gazem rozweselającym.
Marysia rodzi się cała zdrowa, bardzo szybko najada się i zasypia na długo.

Epidemia, więc Męża przez dwa dni nie będziemy widzieć, na oddziale jesteśmy same. Tomek zresztą chodzi zajmować się Babcią... My sobie radzimy, uczymy się siebie. Marysia otwiera oczy pierwszego dnia, choć dużo śpi też dużo płacze. Ładnie przybiera na wadze. Ja uparcie nie daję jej sobie zabrać ani na chwile, człapię po korytarzu na każde badanie razem z nią.

Gdy wracamy do domu - przyjeżdża po nas Tomek ze swoim Tatą - wpadamy do Babci.

Wiemy, że tylko na maleńką czekała. W ten dzień ma jeszcze świadomość, cieszy się, chyba widzi, choć jakby nie patrzała. Jednak wie na pewno, że jesteśmy. Błogosławi dziecko.

W domu Hala wydaje się olbrzymem.

I zaczęło się życie we czworo, z Mamysią...

I choć wiele jeszcze smutku było przed nami, to wiemy już wtedy, że to dziecko jest wyjątkowym darem, który otrzymaliśmy w momencie najbardziej odpowiednim dla nas.

Teraz gdy widzimy jej pierwsze uśmiechy czujemy to coraz bardziej.

środa, 6 maja 2015

tejemnice ogrodu część 1

Deszczowe lasy rzeżuchowe...

Groszek pachnący a'la Wejście do Narnii...

Nieaksamitna aksamitkowa plantacja...

Nie pachnie ale pachnieć będzie.
Maciejka pnie się w górę.

wtorek, 5 maja 2015

o Mamysi

Od początku ciąży wiedziałam, że Ten Nowy człowiek będzie zupełnie inny niż Hala.
I jest.

Dwa miesiące skończone i potrafi przespać całą noc (w znaczeniu jakieś sześć godzin)!
Od początku wzorowo je.
Spokojna jest bardzo, ale płakać umie.
Brudzi mało pieluszek - akceptuje tetrę, otulacze wełniane, chustę i resztę moich dziwactw.
Robi się coraz bardziej towarzyska.

Chyba bardziej na razie mamusina, starsza córka tatusina bardziej i teraz, i na początku.

(Będzie trzeba zdecydować się na czworo nie troje dzieci - żeby było sprawiedliwie).

Na Halę reaguje bardziej niż na nas od samego początku.

Totalnie niekłopotliwa. Spokojna, kochana.

Zdrowa. To najważniejsze.

Chociaż katarek już miała - zniosła ze stoickim spokojem.

Myślałam, że z dwójką dzieci będzie jakoś dużo więcej pracy, zamieszania... Nic z tych rzeczy. Jest inaczej, ale bezsprzecznie lepiej. Dużo lepiej!

pasjonaci zapaleni

Otrząsamy się po pożarze. Małym, ale jakże znaczącym.

Mąż mój składa z różnych rzeczy system alarmowy, z czujnikiem dymu, czadu i gazów palnych. Ma nie tylko robić hałas, ale ma mieć kilka innych ważnych funkcji. Jakich? Jeszcze nie wiem do końca, ale gdy powstanie niechybnie się tym pochwalę.
Oprócz tego Mąż mój czaruje nasz nie najnowszy telewizor (po babci dostaliśmy) w urządzenie multimedialne, idealnie dopasowane do naszych dość wyszukanych potrzeb. Ma swoje płytki, układziki i całą masę kabli. Co jakiś czas zamawia coś jeszcze.
Nie znam się na tym i zupełnie tego nie rozumiem, ale też nie ingeruje w to wcale. Z przyjemnością patrzę gdy sprawia mu to przyjemność.

I tak bardzo się cieszę, że pracuje w czymś podobnym - że pasja i praca, choć nie zawsze spotykają się czasem.

Moje wielkie pasje czekają na koniec macierzyńskiego... Bycie w domu to nie pasja - z pasją mogę spędzać czas z dziećmi, ale samo w sobie mnie to nie zapala. Kocham moje dzieci i lubię z nimi przebywać. Obserwować jak z maleńkich dzieci przeistaczają się w ludzi.

I lubię moje szydełkowanie. Nieudolne i śmieszne, ale zajmuje ręce.

Hala ma balkon ukwiecony tak, że bardziej się nie da. To jej pasja i jej święte prawo, żeby ją realizować (mimo, że ja kwiatów zbytnio nie lubię),  ale jej radość sprawia i mi radość.

Mamysia jeszcze nie pokazuje zbyt dosadnie jakie ma pasje no chyba, że jedzenie mleczka się liczy... No, ale dzieci dwumiesięczne tak mają.

Lubię to, że mamy każdy zainteresowania. Swoje i tylko swoje światy. Obserwujemy je nawzajem, gdy trzeba pomagamy sobie, ale jedno drugiemu się w to nie wtrąca.

I nie pyta się mnie mąż:
-A po co Ci ta wełna? Masz już cały wór...
Ale mówi:
-Lubię patrzeć jak ty na to patrzysz...

Nie musimy się rozumieć we wszystkim i dzielić swoich myśli. Dzielimy życie. I czasem słowa "a to kup sobie jak chcesz" znaczą dużo więcej niż się wydaje.

Małe marzenia też trzeba czasem sobie spełniać.

Elekronika dla mechatronika.

Włóczki na uspokojenie rąk.

Maleńki ogród na dziesiątym piętrze.

A dla najmłodszej przytulanie, karmienie i pieszczenie na życzenie.

A gdy ruszymy w podróże to nikt nas nie zatrzyma. Czekamy tylko na odpowiedni moment i sprzyjające okoliczności.

poniedziałek, 4 maja 2015

wczoraj był dobry dzień

Dobry dzień był wczoraj, bo widzieliśmy się ze wszystkimi, z którymi mieliśmy się widzieć.

Pospacerowaliśmy nie mało.

Byliśmy razem.

Mamysia skończyła dwa miesiące i pierwszy raz spacerowała na dworze w chuście.

Gdyby tak jeszcze można było Babcię odwiedzić, ale nie cmentarzu...

Jednak powoli, mimo smutku minionego i obaw zmieszanych ze strachem o przyszłość - powoli dużymi łykami kosztujemy życia. Ku słońcu patrzymy odważniej.

słoneczko

Wieczorem. Hala przychodzi do dużego pokoju (sypiali mojej i Mamysi):
-Zapomniałam dać buzi mamie i Ma-i-si. Mau... Mau... Śpij dobrze słoneczko!
Odwraca się na pięcie i dalej mówi:
-Mama słoneczko, Ma-i-sia słoneczko, tata słoneczko, Halinka słoneczko też.

Słoneczko Nasze Kochane!