czwartek, 7 maja 2015

o narodzinach Mamysiowych

Kontrolne KT w 41. tygodniu ciąży nie spodobało się Naszemu Doktorowi.
Oksytocyna i zobaczymy co będzie.  W razie czego ścinamy.
Ok. Ufamy facetowi, wie co robi.
Nasza Pani Niania uprzedzona, o Halę martwić się nie musimy.
Po oksytocynie KT się poprawia, ale skurczów macicy na nim nie widać. Ale ja czuję, że się zaczyna.
Położna trochę w to wątpi. Namawia mojego męża, żeby jeszcze wrócił do domu się przespać, bo  to nie prędko będzie.
Ja jednak sugeruje, że chyba prędko. Dalej powątpiewa, ale po badaniu zmienia zdanie.
Jest świetna. Namawia mnie na piłkę, na prysznic, na piłkę pod prysznicem. Angażuje Tomka.
Poród mam jak z filmu - bolesny, ale nie zbyt długi, bezpieczny, profesjonalny i ze wszelkimi atrakcjami - także z gazem rozweselającym.
Marysia rodzi się cała zdrowa, bardzo szybko najada się i zasypia na długo.

Epidemia, więc Męża przez dwa dni nie będziemy widzieć, na oddziale jesteśmy same. Tomek zresztą chodzi zajmować się Babcią... My sobie radzimy, uczymy się siebie. Marysia otwiera oczy pierwszego dnia, choć dużo śpi też dużo płacze. Ładnie przybiera na wadze. Ja uparcie nie daję jej sobie zabrać ani na chwile, człapię po korytarzu na każde badanie razem z nią.

Gdy wracamy do domu - przyjeżdża po nas Tomek ze swoim Tatą - wpadamy do Babci.

Wiemy, że tylko na maleńką czekała. W ten dzień ma jeszcze świadomość, cieszy się, chyba widzi, choć jakby nie patrzała. Jednak wie na pewno, że jesteśmy. Błogosławi dziecko.

W domu Hala wydaje się olbrzymem.

I zaczęło się życie we czworo, z Mamysią...

I choć wiele jeszcze smutku było przed nami, to wiemy już wtedy, że to dziecko jest wyjątkowym darem, który otrzymaliśmy w momencie najbardziej odpowiednim dla nas.

Teraz gdy widzimy jej pierwsze uśmiechy czujemy to coraz bardziej.

2 komentarze:

  1. Ładnie to napisałaś ;) Ja już nie mogę się doczekać, kiedy przytulę swojego synka i wyściskam za te wszystkie lata oczekiwań ;) A to wszystko już niedługo. Dziś kończę 35 tydzień. Mały rwał się na świat, więc musiałam poleżeć w szpitalu, ale mam nadzieję, że teraz nie zrobi odwrotnie, że nie będzie chciał zostać u mnie dłużej. Zresztą i tak raczej "rozpakują" mnie wcześniej, bo synuś się nie obrócił :( A tymczasem nadal jestem w dwupaku.
    Cieszę się, że u Was wszystko dobrze. Pozdrawiam i życzę miłego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. pięknie!:-) przypomniały mi się moje i Olinka pierwsze chwile... ach, magia!

    OdpowiedzUsuń