piątek, 12 czerwca 2015

nigdy nie mów nigdy, czyli od-lot na wyspy

Mówiłam, że nie wyjadę nigdy z kraju, że życie na obczyźnie to nie dla mnie...
Tłumaczyłam to usilnie dopiero co poznanemu chłopakowi, który dzisiaj już jako fajny facet jest moim Mężem.

NIGDY NIE MÓW NIGDY!

A może zamieszkać w Chelmsford, pracować w Broomfield...

A może uczyć się niemieckiego zacząć... Wyjechać nie daleko, żeby w przeciągu paru godzin być w Bydgoszczy w razie potrzeby, ale na tyle daleko, żeby zacząć życie zupełnie nowe.

Myślimy, myślimy... Wybierając miejsce na Nasze Małe Niebo.

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nas tu niewiele trzyma po śmierci Babci...

      Usuń
    2. Hmm,,, u nas sytuacja się tak bardzo zmieniła z dnia na dzień...
      Jeszcze nie mogę o tym pisać.
      Ale rozumiem.

      Usuń
    3. Życie jest pełnie niespodziewanych zwrotów akcji.

      Usuń
  2. I jak kiedyś o tym myślałam.. może warto spóbować, zaryzykowac? ;)
    Zapraszam do mnie na pierwszym konkurs na moim świeżutkim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  3. A jednak. I w sumie trudno się Wam dziwić. Moja córcia właśnie wyruszyła na emigrację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nie za chlebem - pewnie z podobnych motywacji jak Jajo - szukając swego miejsca w świecie.

      Usuń
  4. A ja bym sie bals, ze nigdy nie bede tak u siebie. Bylsm 3 mce zagranica i tesknilam za Polska, sentymentalna jestem... ale jak juz bym miala gdzies jechac to Niemcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kiedy nie ma Babci, to jakoś mniej przywiązani tu jesteśmy... Nie wiem, nie wiem jak to będzie.

      Usuń
  5. Dłużej byłam jedynie w Londynie w czasie studiów w pracy i od tego czasu nie raz już myślałam by ponownie wyjechać. Może nie do Londynu, ale do Wlk. Brytanii i owszem. Powstrzymuje nas to, że mąż ma tu całkiem dobrą pracę. Sama dawno bym się już spakowała. Potem mieliśmy szansę wyjazdu do Berlina, z umową o pracę na 3 lata, dobrze płatną i pewnie gdyby nie to, że akurat kupiliśmy nowe mieszkanie i byłam w ciąży drugiej, a niemieckiego za nic nie mogę się nauczyć, bo mi się ten język nie podoba wybitnie - co do przejścia jest, to byśmy pojechali. W sumie ja byłam za, ale mąż się bał, chociaż to on dostał tę propozycję. I do tej pory się zastanawiam, czy nie popełniliśmy błędu - tzn. finansowo na pewno ;) Każdy musi podjąć sam decyzję, radzić łatwo, ale jak przychodzi co do czego, to czasami własne wybory nas dziwią. Życzę odwagi i by ten wybór był rzeczywiście wyborem a nie koniecznością. Tak czy inaczej powodzenia i daj znać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem kiedy, nie wiem jak - ale zbieramy się coraz poważniej do odlotu. A wiesz co jest najśmieszniejsze? Nam tu jest całkiem dobrze, ale czujemy, że gdzieś indziej jest nasz dom - głupie to, nie?

      Usuń