poniedziałek, 24 sierpnia 2015

ostatni wpis (przynajmniej na dłuższy czas)



Uwielbiałam blogowanie... Wkręciłam się w to niesamowicie.



Ale jest źle i bardzo źle.


Rodzina mi się rozpada, małżeństwo to już fikcja... Coraz więcej piję. Nie wyjdziemy nigdy z długów. Nie przyjmą mnie do pracy, stracimy mieszkanie... Wszyscy przyjaciele się odwrócili.



...



Życzliwych i kochanych Przyjaciół przepraszam za te słowa powyżej. U mnie wszystko świetnie. JESTEM SZCZĘŚLIWA.  Korciło mnie tak bardzo żeby zagrać co niektórym na nosie. Świadomość, że mój blog stał się źródłem informacji - przekręcanej i powtarzanej bezładnie i bez sensu jest denerwująca.



Odłóż więc telefon drogi (nie)czytelniku, nie musisz nigdzie dzwonić, nikomu skarżyć. Nic się nie dzieje, mamy się dobrze. I planujemy, o wielkie mamy plany. Nie koniecznie tu w Polsce, ale i nie koniecznie na teraz.



Od półtora roku prawie jestem nagminnie i ciągle trzeźwiutka jak aniołek. Niedoczekanie, abym miała się rozpić (kiedykolwiek), zresztą karmię - jakby dla kogoś powiązanie przyczynowo-skutkowo nie było jasne. A dla niektórych picie w ciąży to żaden grzech - ale o tym w blogu już nie napiszę...



Ostatnio kupiłam wymarzony stetoskop. Taki jak chciałam od dwóch lat kupić (a zawsze było coś ważniejszego). Wymarzona praca też czeka (tylko zostawiać domu troszkę żal). Mamy jednak Wspaniałą Panią Nianię naszą, więc wiem, że damy radę. Mąż mój zaczyna studia kolejne. A w małżeństwie - coraz lepiej - wrócił ogień, a jest już i doświadczenie.



O pieniądze nie myślę się martwić. Skromnie, ale dostatnio jest i będzie.



Tylko aby zdrowie dopisywało, i nam, i innym - jedyne czego pragniemy.

Dzięki Bogu dzieci zdrowe, kochane, wesołe. Wokół masa życzliwych, wspaniałych ludzi.



Wyzwania, wyzwania, wyzwania. Nie pierwsze, nie ostatnie...

Póki co - poświęcam się domowi i szydełkowaniu (ale nie lenię się, bo i tak coś dorobię chałturą swą własną), potem inne pasje będą jedyne prawdziwe.



Dzieciom się nie poświęcam, bo to co robię to nie poświęcenie tylko miłość.



Na razie małe podróże, potem - już w najbliższych latach może jedna rewolucyjna na zawsze.

A może nas przybędzie - kiedy? - sami jeszcze nie wiemy... Na pewno przybędzie...

Znika nieanielica (przynajmniej teraz, na teraz, na jakiś czas), Kasia jednak jest cały czas. Czyta blogi dalej i wie co u Was słychać. Jakby co sprawdza maila nieanielica@gmail.com. No i na FB też jest, kto ma wiedzieć, wie jako kto ;)



Pozdrawiam :)

EDIT

Wróciłam,  poukładałam przekornie wszystko... I jestem.