poniedziałek, 30 listopada 2015

Sulejman Wspaniały


nurkowanie

Zanurzona w codzienność tracę rachubę dobrych dni. Radości tak wiele, nadziei i małej wesołość też.

Dzięki Bogu!

Ot, numerowane szczęśliwości dobiegło końca. Systematyczna chyba tylko w niesystematyczności jestem.


czwartek, 26 listopada 2015

instrukcja



dla uświadomienia


marząc o białych świętach

Źródło: internet

DZIEŃ 31

Dwa lata temu nasz Aniołek poleciał do nieba.  Wspominam nie bez żalu, ale z nadzieją na radosne spotkanie,  Tam, Gdzieś, Kiedyś... Tak krótko,  ale był nasze radością,  nie mniejszą i nie mniej ważną niż córy dwie.
Nauczył bezkompromisowości.  Miłość nie wartościuje ludzi, trwa, czeka.
Nigdy nie jest się na tyle małym czy chorym, żeby nie mieć prawa żyć.
Nie akceptuję już tzw. "mniejszego zła", życie jest święte od poczęcia do naturalnej śmierci,  jego przerwanie nie podlega relatywnej ocenie.

DZIEŃ nr 30

Mam przecieki - będę pracować nie tylko w szpitalu,  który wymarzyłam sobie,  ale nawet na oddziale,  który chciałam - bo ciekawa praca, dużo można się nauczyć,  super atmosfera i fajna szefowa.


DZIEŃ nr 29

Obserwuję jak Hala tworzy własne relacje,  okazuje własne uczucia.

Miły wieczór,  dzieci szczęśliwe.

wtorek, 24 listopada 2015

czapa dla Chrześniaka

Jeszcze tylko komin do kompletu. Jeszcze tylko czapki dla rodziców w/w Dziecka, jeszcze dwa swetetki, chusta, skarpetki i parę drobiazgów i kończę z tym nałogiem.

EDIT
Sama w to nie wierzę.  Po kryjomu i po odrobinie pewnie zawsze będę coś dziergać.  Czas? Ja nigdy nie mam na nic czasu.


DZIEŃ nr 28

Dzień rozmowny.  Telefonicznie z Ciocią A., potem odwiedziny E., a potem B. Odezwała się po miesiącach milczenia.
Miło bardzo!

niedziela, 22 listopada 2015

DZIEŃ nr 27

Nadzieja.

Nieoczekiwane uspokojenie,  które nie zmienia faktu, że trudno jest zasnąć.

Pogoda się zmienia, chyba niedługo spadnie śnieg!

sobota, 21 listopada 2015

adwent od jutra



Źródło internet

DZIEŃ nr 26

Dziecię młodsze kontaktowe i rozumne coraz bardziej. Starsze ma wyobraźnię. Wspaniała!

Jutro pyszna zupa będzie,  dziś całkiem znośne płaski z jabłkiem mi wyszły. Beznadziejna pani domu jest z siebie dumna.


piątek, 20 listopada 2015

kolekcja


A dwie z autografem Autorki!

DZIEŃ nr 25

Wizyta Maryni w przychodni. Nasza Pani Doktor nie ma zastrzeżeń do niczego.
(Tak, chodzę z dziećmi do lekarza).

dla małego mikołaja



lepsze, nie lepsze, dobre

W bazie jesteśmy od wielu lat. Dużo wcześniej się tam zapisaliśmy niż zaatakowała choroba w rodzinie (Mama mojego męża).

Wierzyliśmy, że warto.
Dziś wierzymy,  że i inni uwierzą.
Tyle w temacie.

WWW.DKMS.PL


DZIEŃ nr 24

Raczkowanie bardzo dowolne, dopracowywane w każdym kroku i mrożące krew w żyłach wycieczki na skraj kanapy.
Starsze dziecko opiekuje się młodszym, zawsze wiedząc gdzie jest krem młodszej.  Zwykle, prawie zawsze chętne do pomocy.  Dorosłe takie już.

środa, 18 listopada 2015

złoto


nie dorosnę





Źródło: internet,  strona https://facebook.com/FabulousChristmas/

życzenia spoju




Źródło: internet,  strona https://facebook.com/FabulousChristmas/

DZIEŃ nr 23

Mądre oczka, zręczne rączki, niesamowita fantazja i energia. Najlepsza starsza córka pod słońcem. Już czeka na Gwiazdora (tak w przenośni tylko, ponieważ jako wrogowie okłamywania dzieci sami zabraliśmy ją do sklepu, żeby wybrała prezent, który dostanie pod choinkę), odlicza dni do odliczania, czyli do momentu kiedy otworzy kalendarz adwentowy. Chyba w tym wszystkim nie kojarzy, że jeszcze będzie Mikołaj, ale Mikołaj (czytaj rodzice) pamiętają. Wszystko mają przygotowane.

O młodszej też pamiętają. I choć duży problem jest - bo ona ma wszystko po siostrze - to jednak coś specjalnie dla niej wymyślili.

Maryś mówi MAMAMAMooo i wie do kogo i co to znaczy. Coraz więcej wie, może nie zrozumie wszystkiego, ale mam nadzieję poczuję już magię świąt.

To pierwsze święta bez Babci, pierwsze z Marysią na zewnątrz brzucha.

Boję się z nich cieszyć, odliczać czas... Listopady ostatnich lat nie były szczęśliwe, boję się co może się zdarzyć. Rok temu dowiedzieliśmy się o chorobie Babci, dwa lata temu zabłysnął i zgasł nasz Aniołek. Trzy lata temu byliśmy z Halą w Poradni Hematologicznej podejrzewając okropną chorobę.

Nie jestem przesądna, ale ostatnio jakoś nie spokojnie śpię... Ten okres w roku dla wszystkich jest trudny. Tyle radości wyżej... Tyle radości to też tyle strachu.

Ciągle zmienia się pogoda. Raz pada, a raz wychodzi słońce. Bezwstydnie piękne.

DZIEŃ nr 22

Starsza chwilami niepokorna i uparta, chwilami słodka jak aniołek, sprzątająca po sobie zabawki, a nawet po siostrze. Prawdziwy, nowy człowiek. Wydaje się nas potrzebować, a to my uzależnieni jesteśmy od niej. Nasze szczęście, życie. Słońce.
A młodsza powściągliwie rozdaje uśmiechy, pozwalając się całować po główce, brzuchu i czterech kończynach.

sobota, 14 listopada 2015

DZIEŃ nr 19

Tyle smutku,  strachu ze świata,  ale ja nie tracę nadziei i wiary w ludzi.

Wiara jest ważna.

Nie wiara zabija, a ludzie.

Czy wypada się czymś cieszyć dzisiaj? Ja cieszę się naszym względnym spojem oraz spotkaniem z kochaną D., która teraz sama z siebie zaproponowała pomoc w ważnej sprawie,  a dawno temu zabrała mnie w jedną z najwspanialszych życiowych podróży - na pielgrzymkę.

Dzięki Niej wiele dobra jest w moim życiu,  choć nigdy bardzo blisko nie byłyśmy.  Tacy ludzie są cudem, znakiem od Pana Boga, że On istnieje. Wierzę,  że dla Niej ma specjalny plan.

Wiara.



piątek, 13 listopada 2015

miej serce, patrzaj w serce


DZIEŃ nr 18

Starsze dziecię zaliczyło wypad do fryzjera.  Ona to uwielbia.

Podczas wieczornego wypadu do biedry zasnęła - ta właśnie - w chuście. Chyba z półtora roku jej nie nosiłam,  fajne uczucie nieść jeszcze raz swoje wielkie-małe dzieciątko.

Młodsza coraz sprytniejsza, czasem uda się coś nie coś zrobić na nocnik,  czasem nie, ale ogólnie to ona dobrze wie czego chce.  A najbardziej lubi się przytulać. No chyba, że akurat chce rozrabiać, czując zew wolności podbija królestwo podłogi.

czwartek, 12 listopada 2015

DZIEŃ nr 17

1. Rozwiązałam małą medyczną zagadkę.  Jestem z siebie dumna! Pacjent uśmiechnięty - piękny widok.

2. Niedługo zaczynam pracę na etat, w świetnym miejscu.  Dziś odebrałam skierowanie do pracy. Byłam w kadrach, wszystko tak, jakby ktoś to dla mnie zaplanował.

3. Na moje życzenie mąż kupił mi wyjątkową książkę.  Gdy ją otrzymam pochwałę się oczywiście.

marzenia raczej naiwne




Źródło: internet,  strona https://facebook.com/FabulousChristmas/

środa, 11 listopada 2015

DZIEŃ nr 16

Całymi zdaniami mówiąca Hala, która co chwilę powtarza "czemu", tak niesamowicie logiczna, bezkompromisowo szczera, rezolutna.
Maryś - siła spokoju, która wiele nie chce, ale walczy o swoje głośnym krzykiem, który tym większe robi wrażenie,  że nie zdarza się często. Raczkuje swoim szalonym sposobem, zadziwiająco bezpiecznym,  ale widać, że bardzo fascynuje ją chodzenie.

Nie ma Hali łóżeczka,  ale co wieczór w jego miejscu  budowane są z puzli piankowych łóżeczka dla dwóch lal i misia. W zaistniałej sytuacji Hala wydaje się,  że na stałe przeprowadziła się na kanapę.

klimatycznie




Źródło: internet,  strona https://facebook.com/FabulousChristmas/

wtorek, 10 listopada 2015

DZIEŃ nr 15

Hala ma nowe hobby - mycie naczyń, koniecznie ze mną. Siostrę też chce myć, ale to ze względów bezpieczeństwa odpada.

A Maryś wyrywa się za nią, zaczepia siostrę gdy tylko może.  Śmieje się w głos.

historyjka obrazkowa




poniedziałek, 9 listopada 2015

DZIEŃ nr 14

Szczęścia moje zasmarkane wszystkie trzy. Nie zbyt poważnie,  bo oprócz kataru u dwojga młodszych,  czyli dzieci występuje tylko zwiększona przytulaśność. Jak skończy się tylko na katarze to wielki powód do radości.

Starsze dziecię samo z siebie zaproponowało żeby złożyć łóżeczko i postanowiło,  że nowym łożem będzie kanapa. Teraz nie jest tego pewna, ale może się uda. To dużo więcej miejsca w naszym "przepastnym" lokum.

Młodsza uparcie próbuje wstać,  ale jeszcze,  jeszcze trochę...

coraz bliżej święta


niedziela, 8 listopada 2015

DZIEŃ nr 13

"Mama", "tata", inne sylaby,  nie do końca logiczne krzyki, piski, mruczenie, zadowolenia. Wzrok pełen uroku,  gdy rozmawia a zostaje przyłapana. Osiem miesięcy sprytu i przebiegłości.
Ufność gdy patrzy na starszą.
A druga radosna,  troskliwa,  bardzo duża,  a jeszcze mała.

sobota, 7 listopada 2015

DZIEŃ nr 12

1. Obiad mojej mamy - pycha.

2. Wieczór z A. i R., ich dziećmi(3 sztuki),  naszymi dziećmi (2 sztuki),  kolegami ich najstarszego (4 sztuki),  siostrzenicą A. oraz ich kotem (pies mieszka na podwórku,  tylko nocuje w domu). Wspaniałe miejsce,  wspaniali Oni!

DZIEŃ nr 11

Trudny dzień,  dużo złych informacji od tych, których uwielbiam i cenię. Jakbym mocno chciała potrafić odwrócić to co złe, pomóc.

Oni są prawdziwymi przyjaciółmi i rodziną.  Z ich dziećmi nasze dzieci pojawiają się na świecie i wychowują.

Radością dnia wczorajszego, jedenastej są właśnie te osoby,  które pomimo własnych problemów i tak gotowe są pomagać nam i dzielnie to czynią. Dzięki Ci Panie Boże za nich i proszę miej ich w opiece.

wtorek, 3 listopada 2015

DZIEŃ nr 8

1. Rozmowa z dobrą koleżanką.

Mocne trzymanie kciuków za realizacje jej planów. I taka refleksja - czasem nie trzeba mocno nikogo znać, żeby czuć, że ktoś jest wspaniały, nawet nie trzeba go rozumieć, można zupełnie inaczej żyć, a być dla siebie nawzajem ważnymi. Tak obca, a tak bliska... No i te wspomnienia, godzina na kółku psychiatrycznym, potem projekty i plany, które zweryfikowało życia. Obie miałyśmy być psychiatrami, zostałyśmy jedynie "psychiatrycznymi siostrami"" - tak to nazywałyśmy.

2. Piszę, dziś znowu piszę. Gwiazdka za pasem, z Gwiazdorem będzie trzeba uregulować rachunki, więc pisanie jak z nieba spadło.

3. Z wczoraj, ale napisane dziś - mąż, który w domu pomaga to skarb.

poniedziałek, 2 listopada 2015

DZIEŃ nr 7

Udało się, to co udać się musiało,  kolejny dobry zbieg okoliczności,  który zawdzięczam swojej Młodszej Córce!

nie pisać nie potrafię

Piszę niewyraźnie, brzydko, charakter pisma mam paskudny, jak i charakter własny.
Pisać  jednak zawsze lubiłam,  stwarzać swiaty, pojęcia,  relacje. Przenosić to co zrozumiałam ze złożoności życia na własne słowa. Zapisywać w pamięci, dopiero później, gdy nauczyłam się pisać, na papierze.
Zeszyty po brzegi wypełnione notatkami,  których nie potrzebuję,  bo znam te historie lepiej niż własne życie, a potem komputer - dobre rozwiązanie dla kogoś kto nie lubi się z ortografią, a pisać potrzebuje.
Był czas, że bardzo potrzebowałam pisania, ono dało mi przysłowiowe parę groszy na ciuchy i alkohol na studiach (jakże obie te sprawy potrzebne młodej studentce), potem pisanie dołożyło mi się do organizacji ślubu, a gdy miała urodzić się Hala zarobiło na wózek i kilka innych drobiazgów.
Miałam je porzucić,  bo marzenie o pisaniu książek tak bardzo niedorzeczne jest z perspektywy kobiety dorosłej,  zupełnie językowo niewyksztalconej,  czasami dziecinnie nieporadnej w tej materii. Jednak nie umiem przestać pisać (czego dowodem jest ten blog).
I choć wiem, że nie dostanę od pisania już więcej, to niech będzie to jak szydelkowanie - coś ładnego czasem wyjdzie i niech cieszy.
Gdyby tak doba miała z pięćdziesiąt godzin miałabym czas na tak wiele, ale chyba to jest rodzaj szczęścia,  że zwykle wybieram między rzeczami, które uwielbiam robić, a na to czego nie lubię czasu nie mam zupełnie.

Takie to moje pisanie poranne, wyprawka nieporadna, stylistycznie pretensjonalnie naganna.

EDIT
I pełna usterek,  bo tak nie szanuję tego swojego pisania,  że robię to między czasie bajkowym, w pośpiechu,  na telefonie.

niedziela, 1 listopada 2015

DZIEŃ nr 6

1. Poranek wypełniony śmiechem naszej czwórki.

2. Brzoza gałązką glaszcząca mnie i Marysię przytuloną do mnie w chuście, kiedy Tomek i Hala zapalali znicze.

3. Niebo pełne szkarłatu i złota , które widzę z okien Naszego Bardzo Małego Królestwa Tak Blisko Chmur.