środa, 14 grudnia 2016

Aniele

Aniele Boży,
Stróżu Mój,
Ty zawsze przy mnie stój,
Rano, wieczór, we dnie, w nocy,
Bądź mi zawsze ku pomocy.
Chróń mnie od wszelkiego złego,
I doprowadź do żywota wiecznego.
Amen.

Tak dobrze, tak źle...

Kocham i nienawidzę... Spalam się w pasji. Czuję.
Nierealnie marzę o zwykłym życiu.

wtorek, 13 grudnia 2016

Radości

Cieszą mnie radości cudze.
Znam cudów wartość.
Marzę ciszej niż w milczeniu.

Tort trzydziestolatki


Tort niespodzianka z zaimprowizowaną świeczką...

Zupełnie jak ja - niestandardowy, przaśny, praktyczny i pyszny.

Na okrągłe urodziny czas już chyba realnie spojrzeć na siebie. No szału nie ma... Ani piękna, ani dobra, conajgorzej mnie martwi - bardzo przeciętnie inteligentna... Barokowa? Błagam, niech to bedzie poczytane za zaletę... Utalentowana w niczym po trochu.
Żona fajnego faceta, matka wspaniałych dzieci - to zalety. Bezsprzecznie szczęśliwa, wdzięczna Panu Bogu.
Wady - wrażliwość i wyobraźnia do porzygania.

Pilnie!

Nieanielicy nie było, zbawiała świat, a przynajmniej jej się tak zdawało...
To co wiedziała o ludziach potwierdziła doświadczalnie i już wie na tysiąc procent, że nic nie wie... Wraca... Trzydziestoletnia! 

Chyba ciągle nie do końca dorosła... 

Boleśnie zdystansowana stała się. Pisać kolejny raz potrzebuje pilnie. 


niedziela, 17 lipca 2016

5 rocznica

Minęło 5 lat od momentu gdy obiecywaliśmy sobie miłość,  wierność, w kościele i przy świadkami.

I chociaż rocznica bardzo skromna była, bo się nam dzieci rozsmarkały i nie było wyjście do restauracji,  ani grilla na naszej działce, to był dobry, rodzinny dzień.

Wiele powodów mamy do radości, dwa prawdziwie przeogromne, najważniejsze na świecie.

Zwyklego, spokojnego życia w tych niepewnych czasach oraz zdrowia, szczególnie dla naszych dzieci - tego życzylismy sobie wzajemnie.

Wspaniały facet jest ten Mój Mąż, tak przy okazji nadmieniam. Nie wiem tylko co takiego złego w życiu zrobił, że ma taką wuedźmę jak ja.

Wiedźmy to kobieta, która wie.

Ja wiem.


środa, 13 lipca 2016

nieanielicowe, zielone cosie

Jak rasowa blogerka wychylam się z okna kuchni,  żeby uwiecznić balkon, nie zważając na wszelkie ryzyko...
W naszej okolicy wczoraj młoda dziewczyna wypadła z okna, nie żyje, i to akurat nie jest śmieszne.
Mój balkon jest.


Soczysta bazylia.

Kwitnące oregano. 

projekt DDM

Ostatnio mam nawrót choroby z ciąży z Marysią, mało śpię i mam niespokojne ręce.  Czymś muszą być zajęte... Stąd ta wielka szydełkowa aktywność.
Kto rozwinie skrót?

kwitnienie

Wczoraj były 3 pąki,  a dziś to




sobota, 9 lipca 2016

na cuda oczekiwanie

Słowa to mało,  są radości i tęsknoty nie do opisania. 
Współodczuwając, radośnie z szydelkiem :)

środa, 8 czerwca 2016

i dobrze!


o tych co kochają... inaczej

Powinnam zacząć tak: "Mam przyjaciela geja". Nie minęłabym się z prawdą, ale to głupio brzmi. "Mam przyjaciela szatyna", "Mam przyjaciela grubasa", a może "Mam przyjaciółkę z drugim palcem dłuższym od palucha" nie brzmi dobrze, to dlaczego "Mam przyjaciela geja" miałoby by być fajne?

A więc inaczej opowiem Wam o moim dobrym koledze.
Jest świetnym człowiekiem - pomocnym, życzliwym idealistą, utalentowanym artystycznie. Poznaliśmy się na studiach, razem oblaliśmy rok, potem znowu razem zaczęliśmy następny. Ja skończyłam je, on zmienił kierunek, skończył studia, kursy zawodowe robi doktorat. A oprócz tego jest florystą.
Taki dobry, swojski chłopak.  Chociaż bardzo nasze drogi się rozeszły to gdy na fejsie widzę jego zdjęcia jakoś mi cieplej na sercu.
No i dopiero po tych miłych skojarzeniach nasuwa się uwaga, że mój mąż wcale nie jest zazdrosny o sympatię dla tego kolegi, bo jest on gejem.

Jakoś nie myślę, że jego orientacja seksualna powinna być pierwszą rzeczą, która mi się z nim kojarzy. On taki jest. I tyle.

Mam też innego kolegę, który długo był okropnym, zarozumiałym kujonem, zawistnym i bezwzględnym. Kiedy pojechał na wymianę studencką odkrył samego siebie. Wrócił nie ten sam chłopak - wesoły, wyluzowany, życzliwy innym ludziom. Gej... No ale co z tego?
Pewnie problem z tym mogą mieć jego rodzice - jedynak, na wsi... Nie wiem co teraz się z nim dzieje, ale jest o wiele fajniejszym człowiekiem niż był kiedyś.

Inny znajomy zawsze wiedział, że jest w nim coś innego, ale twierdził, że on będzie żył jak chce.
-Ożenię się, będę miał dzieci. Ja tylko wyglądam na geja - mówił mi (gdy przy piwie zakopywaliśmy wojenny się bo jednej z awantur, kiedy on nieopatrznie nazwał mnie "s...ą" a ja go "ped...em" - jak to czasem w czasach studenckich się zdarza")
Piekł super smaczne ciasta i umiał wybrać każdemu świetne ciuchy. Był dowcipny, diabelnie inteligentny. Na imprezach naszej grupy nigdy nie doprowadzał się do stanu nieprzytomności. Już wtedy robił karierę. Błyszczał.
Miewał dziewczyny, ale nie było tam chemii. A gdy był w towarzystwie jednego chłopaka, aż iskrzyła elektryczność...
Pewnie mógłby być z kobietą nawet szczęśliwy gdyby chciał, ale czy dalej tego chce? Chyba już mu przeszło. Robi karierę, dość daleko stąd.

Mam też znajomego, który żyje w małżeństwie, ma dziecko... Na zewnątrz kreuje się na idealnego męża i ojca, najszczęśliwsi na świecie. Przeszczęśliwość totalna. Miód, dżem i orzeszki.
Może myślałabym, że mi się zdaje, ale tak "jedzie" (w znaczeniu okazuje dezaprobatę werbalną) na homoseksualistów, że aż mi to podejrzane się wydaje. I części układanki składają się w jedną całość.

A może mi się zdaje. Nie mam w nosie "gej-radaru", całe szczęście.

To nie są tak oczywiste sprawy jak się ludziom zdaje.

"Natury nie oszukasz" mówił mój przyjaciel gej.
A ja zastanawiam się ile człowiek może poświęcić, żeby udawać. I jak długo można się poświęcać.

A może mylę się i ta bajka będzie trwała.

Nie napiszę na koniec, że geje są fajni.
Ludzie bywają różni. Bycie gejem czy też lesbijką nie ma tu nic do tego.

wtorek, 7 czerwca 2016

szybko, szybko

Bardzo niedaleko naszego miasta, a jednak w takiej odległości, że nie można już go zobaczyć ani usłyszeć jest miejsce wyjątkowe.
Będąc pierwszy raz tam, już wtedy czułam się jakbym wróciła do domu.
Ale domu tam nie było. Nie ma. Może kiedyś będzie.
Jak na razie stoi tam przyczepka kempingowa, dziko rośnie trawa. A taka tam cisza...
-Dlaczego tu jest tak cicho? - pytała się Hala.
A my jak dzieci z dziećmi własnymi, jak na skrzydłach, tramwajem, pociągiem i pieszo biegniemy gdy tylko mamy chwilę.

Nasze miejsce na ziemi, wydaje się, że znalezione, jeszcze trzeba by je ogrodzić, wygrabić, te metry kwadratowe otoczone ludzką życzliwością. Mili sąsiedzi, goście z prezentami i pomocą.

Mój mąż chciał budować dom, ale ja zwykle ucinałam temat.

Bo nas stać... Bo nie damy rady... Bo nie warto...

Przestaliśmy mieć tak wielkie marzenia.
A co zmieniło się ostatnio?

Nie wiem.

Zapragnęliśmy.

Do budowy poczyniliśmy jeden, maleńki krok, przed nami jeszcze setki następnych, jeśli nie tysiące... Krok za kroczkiem.
Bez pośpiechu.

Jest nasze miejsce, za którym tęsknimy już i doczekać się go nie możemy.

Pragmatycznie teraz trzeba będzie szykować finanse, czynić inwestycje, wybierać materiały. Gości już odprowadzamy do bramy, której jeszcze nie ma. Obdarowani przez Teścia łopatą, szpadlem i grabiami, bloczkami pod przyczepę, ale i większą wartością, której przecenić nie sposób - pomocą i radą.

Tam jest taki lepszy świat. Małe poletko pełne nadziei, planów i marzeń.

I nasze małe-wielkie podróże...

Jak nigdy czekamy do dnia wolnego. Planuję jakby tu szybciutko urządzić malutki skalniaczek, namawiam męża żeby już we wrześniu urodziny Hali i imieniny Marysi wyprawić właśnie tam...
On bardziej przyziemnie myśli o prądzie i wodzie.
Dyskusję toczymy zawzięte o ogrodzeniu.

A teraz bez "poetyckiej zadumy":
Kupiliśmy działkę na ładnej wiosce, do której pociąg z dworca w Bydgoszczy jedzie kilkanaście minut. Potem idziemy jeszcze 1,3 km i jesteśmy na miejscu. Ponad 1300 metrów kwadratowej naszej przestrzeni (choć ściśle mówiąc powierzchni) przez najbliższe lata będzie naszą działeczką rekreacyjną, a gdy (jeśli) się trochę dorobimy postawimy tam dom. O ile zdrowia na to starczy.
Tylko zdrowie tak naprawdę jest tym czego bezwzględnie potrzebujemy do realizacji tego przedsięwzięcia.
Bierzemy pod uwagę, że może się nam nie udać, ale dużo zrobimy, żeby zrealizować swój plan.
Dopóki nie mamy samochodu, nie ma mowy o budowie, ale wycieczki pociągiem to jest to co kochamy. Na dworcu (o dworcu w Bydgoszczy jeszcze napiszę, bo warto) i w pociągu można spotkać przeróżnych ludzi, powygłupiać się z dziećmi, wreszcie bez pośpiechu pobyć razem. Ma to swój urok, z którego trzeba korzystać. Tak jak i spacerów.
Na razie zakochani jesteśmy w działeczce - chyba wszyscy czworo.

Tak sobie myślę, że to ostatnia chwila na taką decyzję. Większość naszych życiowych decyzji było szalonych, a my bezkrytyczni - ślub, dziecko, mieszkanie, drugie dziecko - to wszystko było irracjonalne, choć przemyślane przez nas. Udało się. Ale z wiekiem trudniej chyba podejmować wyzwania. Człowiek staje się bardziej ostrożny, rozsądniejszy...

A więc szybko, szybko... Zanim dotrze do nas, że to bez sensu!





poniedziałek, 6 czerwca 2016

mikołajkowe, nasze, cieszą od pół roku


trzeci rok z rzędu nieanielicowy balkon






tula

Marzyłam o tym nosidle gdy Hala była malutka, ale wtedy to był  wydatek nie do pomyślenia.  Mieliśmy ażurowe nosidło z pentelki, miało wady, ale proporcja ceny do jakości była świetna.
Dla Maryśki mieliśmy chustę, fajna, ale skomplikowana w użyciu, nie zawsze poręczna.
Teraz wreszcie mamy Tulę (Toddler), jestem zachwycona (nawet kasy mi nie bardzo żal,  pierwsza rata 500+ wydana mądrze, mogą mnie nawet urzędnicy sprawdzać). Nosi się super,  Marysia też bardzo zadowolona. "Daje się ponieść" dosłownie i w przenośni.
W ostatni weekend bardzo, bardzo się Tura przydała.

Życie to podróżowanie.

Podróżowanie to życie.

A Tula taka piękna!

smaki życia





kwitnący kwartet

W małym pokoju na parapecie...






takie tam








coraz bliżej





Coraz bliżej Boże Narodzenie! 

niby tak


ooo!


lecieć, nie lecieć

Matko Kubiczkowa, na razie nie przylecimy do Twojej bajkowej krainy. Zadaje nam się,  że znaleźliśmy tu swoje miejsce na ziemi. Dużo bliżej niż myśleliśmy.

A Norwegia kusi, troszkę kusić będzie zawsze. Był to przecież zupełnie poważny projekt.  Nawet języka zaczęliśmy się uczyć. Nie mówiliśmy głośno,  żeby nie zapeszać.

Myśleliśmy ile możemy zostawić,  ile rzeczy zacząć od nowa.

Moglibyśmy wiele.

Myśleliśmy kiedy zerwać się do lotu.

A jednak chcemy budować gniazdo.

Oświeciło nas,  a może zaćmiło, zostajemy tu.

Nie mówię, że nie polecimy nigdy, tęsknota za krainą lodu jest częścią naszego świata.