środa, 8 czerwca 2016

o tych co kochają... inaczej

Powinnam zacząć tak: "Mam przyjaciela geja". Nie minęłabym się z prawdą, ale to głupio brzmi. "Mam przyjaciela szatyna", "Mam przyjaciela grubasa", a może "Mam przyjaciółkę z drugim palcem dłuższym od palucha" nie brzmi dobrze, to dlaczego "Mam przyjaciela geja" miałoby by być fajne?

A więc inaczej opowiem Wam o moim dobrym koledze.
Jest świetnym człowiekiem - pomocnym, życzliwym idealistą, utalentowanym artystycznie. Poznaliśmy się na studiach, razem oblaliśmy rok, potem znowu razem zaczęliśmy następny. Ja skończyłam je, on zmienił kierunek, skończył studia, kursy zawodowe robi doktorat. A oprócz tego jest florystą.
Taki dobry, swojski chłopak.  Chociaż bardzo nasze drogi się rozeszły to gdy na fejsie widzę jego zdjęcia jakoś mi cieplej na sercu.
No i dopiero po tych miłych skojarzeniach nasuwa się uwaga, że mój mąż wcale nie jest zazdrosny o sympatię dla tego kolegi, bo jest on gejem.

Jakoś nie myślę, że jego orientacja seksualna powinna być pierwszą rzeczą, która mi się z nim kojarzy. On taki jest. I tyle.

Mam też innego kolegę, który długo był okropnym, zarozumiałym kujonem, zawistnym i bezwzględnym. Kiedy pojechał na wymianę studencką odkrył samego siebie. Wrócił nie ten sam chłopak - wesoły, wyluzowany, życzliwy innym ludziom. Gej... No ale co z tego?
Pewnie problem z tym mogą mieć jego rodzice - jedynak, na wsi... Nie wiem co teraz się z nim dzieje, ale jest o wiele fajniejszym człowiekiem niż był kiedyś.

Inny znajomy zawsze wiedział, że jest w nim coś innego, ale twierdził, że on będzie żył jak chce.
-Ożenię się, będę miał dzieci. Ja tylko wyglądam na geja - mówił mi (gdy przy piwie zakopywaliśmy wojenny się bo jednej z awantur, kiedy on nieopatrznie nazwał mnie "s...ą" a ja go "ped...em" - jak to czasem w czasach studenckich się zdarza")
Piekł super smaczne ciasta i umiał wybrać każdemu świetne ciuchy. Był dowcipny, diabelnie inteligentny. Na imprezach naszej grupy nigdy nie doprowadzał się do stanu nieprzytomności. Już wtedy robił karierę. Błyszczał.
Miewał dziewczyny, ale nie było tam chemii. A gdy był w towarzystwie jednego chłopaka, aż iskrzyła elektryczność...
Pewnie mógłby być z kobietą nawet szczęśliwy gdyby chciał, ale czy dalej tego chce? Chyba już mu przeszło. Robi karierę, dość daleko stąd.

Mam też znajomego, który żyje w małżeństwie, ma dziecko... Na zewnątrz kreuje się na idealnego męża i ojca, najszczęśliwsi na świecie. Przeszczęśliwość totalna. Miód, dżem i orzeszki.
Może myślałabym, że mi się zdaje, ale tak "jedzie" (w znaczeniu okazuje dezaprobatę werbalną) na homoseksualistów, że aż mi to podejrzane się wydaje. I części układanki składają się w jedną całość.

A może mi się zdaje. Nie mam w nosie "gej-radaru", całe szczęście.

To nie są tak oczywiste sprawy jak się ludziom zdaje.

"Natury nie oszukasz" mówił mój przyjaciel gej.
A ja zastanawiam się ile człowiek może poświęcić, żeby udawać. I jak długo można się poświęcać.

A może mylę się i ta bajka będzie trwała.

Nie napiszę na koniec, że geje są fajni.
Ludzie bywają różni. Bycie gejem czy też lesbijką nie ma tu nic do tego.

1 komentarz:

  1. Tak jak piszesz ludzie są różni, a orientacja nie ma nic do rzeczy. Na studiach moim najlepszym przyjacielem był...gej. z nikim się tak nie śmiałam jak z nim. Ale.drogi się rozeszły zupełnie mimo że mieszkamy w jednym mieście. Mój mąż nigdy nie mógł zaakceptować " tego pedała", no a ja zakochana, postawiona pod ścianą "on lub ją,wybieraj! "Wybrałam. No i, ,.,z perspektywy lat,wiem, że w zasadzie przyjaźń to też wymiana rozmowa. Moje życie matki z dwojgiem dzieci jest tak skrajnie różne od życia kolegi geja, ze czy by były tematy, punkty styczne do rozmowy? Hmmm,sama nie wiem.... chociaż.czasem wspominam jak było fajnie,jednak czasu nie cofnę...

    OdpowiedzUsuń