wtorek, 7 czerwca 2016

szybko, szybko

Bardzo niedaleko naszego miasta, a jednak w takiej odległości, że nie można już go zobaczyć ani usłyszeć jest miejsce wyjątkowe.
Będąc pierwszy raz tam, już wtedy czułam się jakbym wróciła do domu.
Ale domu tam nie było. Nie ma. Może kiedyś będzie.
Jak na razie stoi tam przyczepka kempingowa, dziko rośnie trawa. A taka tam cisza...
-Dlaczego tu jest tak cicho? - pytała się Hala.
A my jak dzieci z dziećmi własnymi, jak na skrzydłach, tramwajem, pociągiem i pieszo biegniemy gdy tylko mamy chwilę.

Nasze miejsce na ziemi, wydaje się, że znalezione, jeszcze trzeba by je ogrodzić, wygrabić, te metry kwadratowe otoczone ludzką życzliwością. Mili sąsiedzi, goście z prezentami i pomocą.

Mój mąż chciał budować dom, ale ja zwykle ucinałam temat.

Bo nas stać... Bo nie damy rady... Bo nie warto...

Przestaliśmy mieć tak wielkie marzenia.
A co zmieniło się ostatnio?

Nie wiem.

Zapragnęliśmy.

Do budowy poczyniliśmy jeden, maleńki krok, przed nami jeszcze setki następnych, jeśli nie tysiące... Krok za kroczkiem.
Bez pośpiechu.

Jest nasze miejsce, za którym tęsknimy już i doczekać się go nie możemy.

Pragmatycznie teraz trzeba będzie szykować finanse, czynić inwestycje, wybierać materiały. Gości już odprowadzamy do bramy, której jeszcze nie ma. Obdarowani przez Teścia łopatą, szpadlem i grabiami, bloczkami pod przyczepę, ale i większą wartością, której przecenić nie sposób - pomocą i radą.

Tam jest taki lepszy świat. Małe poletko pełne nadziei, planów i marzeń.

I nasze małe-wielkie podróże...

Jak nigdy czekamy do dnia wolnego. Planuję jakby tu szybciutko urządzić malutki skalniaczek, namawiam męża żeby już we wrześniu urodziny Hali i imieniny Marysi wyprawić właśnie tam...
On bardziej przyziemnie myśli o prądzie i wodzie.
Dyskusję toczymy zawzięte o ogrodzeniu.

A teraz bez "poetyckiej zadumy":
Kupiliśmy działkę na ładnej wiosce, do której pociąg z dworca w Bydgoszczy jedzie kilkanaście minut. Potem idziemy jeszcze 1,3 km i jesteśmy na miejscu. Ponad 1300 metrów kwadratowej naszej przestrzeni (choć ściśle mówiąc powierzchni) przez najbliższe lata będzie naszą działeczką rekreacyjną, a gdy (jeśli) się trochę dorobimy postawimy tam dom. O ile zdrowia na to starczy.
Tylko zdrowie tak naprawdę jest tym czego bezwzględnie potrzebujemy do realizacji tego przedsięwzięcia.
Bierzemy pod uwagę, że może się nam nie udać, ale dużo zrobimy, żeby zrealizować swój plan.
Dopóki nie mamy samochodu, nie ma mowy o budowie, ale wycieczki pociągiem to jest to co kochamy. Na dworcu (o dworcu w Bydgoszczy jeszcze napiszę, bo warto) i w pociągu można spotkać przeróżnych ludzi, powygłupiać się z dziećmi, wreszcie bez pośpiechu pobyć razem. Ma to swój urok, z którego trzeba korzystać. Tak jak i spacerów.
Na razie zakochani jesteśmy w działeczce - chyba wszyscy czworo.

Tak sobie myślę, że to ostatnia chwila na taką decyzję. Większość naszych życiowych decyzji było szalonych, a my bezkrytyczni - ślub, dziecko, mieszkanie, drugie dziecko - to wszystko było irracjonalne, choć przemyślane przez nas. Udało się. Ale z wiekiem trudniej chyba podejmować wyzwania. Człowiek staje się bardziej ostrożny, rozsądniejszy...

A więc szybko, szybko... Zanim dotrze do nas, że to bez sensu!





1 komentarz:

  1. Wspaniale, marzenia trzeba spełniać. Choć rozumiem obawy,wynikające z ostrożności i odpowiedzialności. Ale,raz się żyje! Za kilka lat będzie piękny dom, Wasz! Jest się z czego cieszyć, sama myśl musi być przyjemna: )

    OdpowiedzUsuń