wtorek, 31 stycznia 2017

niedziela, 29 stycznia 2017

do dom

Podróże pociągiem są magiczne.

Najpierw planowanie. Przesiadki, godziny, odjazdy. Plan A, plan B i C. Dobra organizacja i zgranie jest nieocenione. Po drodze dużo się zdarzyć może, szczególnie gdy podróżuje się z dwójką dzieci. Na wszystko jest sposób - trocgę samodyscypliny i cała masa poczucia humoru.
Cierpliwość i elastyczność także może się przydać, ale już przy kasie biletowej wszystko się samo zaczyna układać.
Ten dreszczyk emocji gdy podjeżdża pociąg, gdy pakujemy się do niego. Jak dobra jest nasza Tula (nosidło) przekonujemy się za każdym razem.
A sama podróż to relaks, bezteoska, czasem spacerowanie wzdłuż pociągu z młodszą pociechą, a wczoraj to sarny, cała masa saren za oknem, innym razem nieskrępowana drzemka dziecięcia.

Mijane domu jak opowieści o ludziach i marzeniach. Pełne pasji oczekiwanie, historie ludzkie kolejne stacje, postoje.
No i cel podróży, miejsca ciekawe i wyjątkowi ludzi, którzy na nas czekają.

Poobno auto to wygoda, osczędność czasu. Zapewne tak jest. Jednak jazda pociagiem to czas, w którym człowiek czuje, że żyje.

Nie mówię, że kocham pociągi.
Mówię "podróżujemy pociągami", planując kolejne podróże podróże, wspominam odbyte już i wiem, że to nie tylko rodzaj podróżowania, a sposób na życie.

I nie ważne czy z Nie-nieba podróżujemy do Szmaragdowego Raju (blisko, szybko), czy odwiedzamy rodzinę w Borach Tucholskich, jedziemy do Kochanych Naszych nie-krewnych na mazury, czy robimy jednodniowy wypad do Sopotu lub innej miejscowości, która nam się przyśniła. Pociągiem jechać jest super.

A teraz wracając do domu, piszę ten post.

I co jeszcze w pociągu jest wspaniałe?
Ludzie, których spotyka się w trakcie podróży. Czasem przypadkowe rozmowy otwierają człowieka na nowe sprawy, zmieniają punkt widzenia, uczą i bawią. Po ludzku - jest wesoło i sumpatycznie.

piątek, 27 stycznia 2017

tysiąc i jeden


Nasze dzieci mają masę (całe worki, skrzynki, uginające się półki) zabawek. Część wywieźliśmy do mojej Mamy. A czym Moje Słonka właśnie namiętnie się bawią?
Papierowymi talerzykami, które zostały z wrześniowej imprezy urodzinowo-imieninowej.

Impreza bardzo udana, masa ludzi, dom pełen dzieci, dorośli odbijający balony, które wyścielały podłogę. Pizza, torty, szaleństwo, rozmowy... Ukrop, nieco przyduszne nasze mieszkanie, w którym zawsze jest jeszcze miejsce dla kolejnej osoby.

Wspominam i patrze, cieszę się i sama sobie zazdroszczę miejsca w tej bajce.
Czym nas więcej tym weselej, dlatego marzę, kto mnie zna, wie o czym.
Ale dziękuję za każdy dzień, bo już mam więcej niż mogłam pragnąc.

Talerze dalej w ruchu. Tysiąc i jeden zabaw, których nie umiem ogarnąć.


zauważać

Nie umiem tworzyć pięknych rzeczy, ale cieszę się, że umiem je zauważać.



Całe szczęście.

wtorek, 24 stycznia 2017

my new avatar



lata wspomnienie


mikołaje


sposób

Sposób, aby dowiedzieć się prawdy gdy ktoś kłamie?
Nie zadawaj pytań, nie próbuj wyjaśniać.

Słuchaj, czekaj pokornie.

Kłamstwo ma krótkie nogi, niewyparzony język i bardzo słabą pamięć.

Samo skończy się niesmacznym striptizem.

Nie kłam/nie pal to wyczujesz smrodek kłamstwa/fajek.

Proste, praktyczne...

peppapuzzle


kolorowości


szarości


odliczając czas

Wszystko coś znaczy

czytadła w wersji mini-MEGA!)


półka żyje własnym życiem


prezent od cioci A.


poniedziałek, 23 stycznia 2017

a to krowa!


powroty dzieciństwa





Pocztaj mi, mamo!
Złota kaczka wróciła

szklanki

Szklanek i dzieci w domu nigdy nie za wiele. Przy stole zawsze jest miejsce na dodatkową jedną, dwie, względnie osiem osób.
Dziecko przynosi do domu chleb, tam gdzie chleb się łamie jest Pan, gdzie jest Pan nie ma głodu.

By tylko On nie zapomniał o nas, by chronił i bronił przed wojną i chorobą. Wszystko inne w dobre sami możemy zmienić.

Chciwy, kto skarby chce tylko dla siebie, traci dwa razy, bo to co najwazniejsze gdy dzielisz to mnożysz.

Wbrew czasom i tak zwanemu rozsądkowi, to co dobre i naturalne, tego szukam.
Dzieciom dać mniej to więcej, za dużo je psuje.

Banalnie do życia bardziej czasu potrzeba niż pieniędzy.

Wczoraj przebierałam pieluszki. Oddałam koleżance. Jej szczęście jest moim. Oczekiwanie i troski także z kimś innym współodczuwam.

Życie jest nieskończenie piękne, choć nie proste.

Nadzieję mam.

Wierzę.

Kocham!

plany na wakacje

Po dobrej zmianie jest lepiej niż dobrze.
Tacy bogaci wszyscy będziemy, że roku bez zagranicznych wakacji nie bedzie można sobie wyobrazić.
Grecja?
Francja?
USA?

Nie...

San Escobar to jedyny słuszny kierunek podróży.

A USA Trumpa?

Tradycyjne wartości, tylko ten prezydent nietradycyjnie żyje...

W Polsce źle, opozycja kompromituje się na każdym kroku, pozbawia złudzeń, że coś jest w stanie zmienić... Czasem wydaje mi się, że sponsoruje ich sam prezes.

Uciec nie ma gdzie.

Tu tak nienawidzi się "kebabów", gdzieś w świecie mogą chcieć " obić twarz pierogowi".

Plany na wakacje? Przrżyć do powakacjach.

kolorówki czytam

Ulubiona gazetka!

w moim domu



W moim domu są tanie lub stare meble...
Kartony z supermarketu...
Nie ma przepychu, a nawet o porządek trudno.
Ale mieszkają tu dwie Królewny, a w ich pałacu jest pełno miłości, gwaru rozmów i śmiechu.

majaczą marzenia


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Gdy śmieje się dziecko...

Czy dzieci Korczaka śmiały się gdy szły do gazu? Wtedy cały świat trząsł się w przerażeniu.
Co dziś dzieje się ze światem?

Gdy śmieje się dziecko można na chwilę uwierzyć , że to wszystko ma jakiś sens. Ale czy to nie złuda?

Najwspanialsi są teoretykami. Nie odbiera im to autorytetu, nie umniejsza zasług, ale cierpienie zdaje się czyhać niesprawiedliwie przyczajone pod stołem, na każdą niewinną duszę biegnącą wesoło za psim ogonem. Nie ma reguł, magicznych zaklęć, które przed cierpieniem i złem ochronią dziecko.

Modlitwy i zaklinania.
Szczepienia i dobra dieta.
Starania... Nie zawsze skutkują.

Dlaczego dzieci mogą cierpieć?

Skoro gdy śmieje się dziecko...

Tak mało robimy, choć jeszcze mniej możemy.

jak zły

Jak zły omen wracam tu... Piszę, bo żyję i oddycham.
Ostatnio piszę więcej niż kiedykolwiek, ale nie jest to twórcze. Bezsilnie, bezwolnie wystukuje w klawiaturę... "Niemowlę pięciomiesięczne, płci męskiej, przywiezione przez zespół pogotowia ratunkowego z powodu duszności, która pojawiła się.." albo "Stan ogólny dość dobry. Dziecko pogodne, żywotne. Kaszle sporadycznie. Skóra prawidłowej barwy, wilgotności i ucieplenia, tkanka podskórna miernie rozwinięta..." a na koniec piszę czasem "Zalecenia zgodnie z kartą wypisową", lub inne formalne regułki, które w sobie same nie znaczą nic, ale stanowią część dokumentacji mojej pracy.
A moją pracą są ludzie.
Czasem byłoby nie wiedzieć, nie czuć, zapomnieć... Historie ludzkie potrafią być nieskończenie piękne, ale i brzydkie i podłe, jak sami ludzie.
Okropny wstręt do słowa pisanego wzbudza we mnie nauka, ale i fascynację tak wielką, że nie mogę tego przemóc.

Fuck!

Tak już będzie zawsze?

Gdyby tak móc pisać i myśleć tylko o tym co dobre, co piękne. O słońcu, świeżości poranka, iskrzącym się śniegu... Bajce na dobranoc i wieczornym pacierzu.


a po pracy jeżyki