poniedziałek, 16 stycznia 2017

jak zły

Jak zły omen wracam tu... Piszę, bo żyję i oddycham.
Ostatnio piszę więcej niż kiedykolwiek, ale nie jest to twórcze. Bezsilnie, bezwolnie wystukuje w klawiaturę... "Niemowlę pięciomiesięczne, płci męskiej, przywiezione przez zespół pogotowia ratunkowego z powodu duszności, która pojawiła się.." albo "Stan ogólny dość dobry. Dziecko pogodne, żywotne. Kaszle sporadycznie. Skóra prawidłowej barwy, wilgotności i ucieplenia, tkanka podskórna miernie rozwinięta..." a na koniec piszę czasem "Zalecenia zgodnie z kartą wypisową", lub inne formalne regułki, które w sobie same nie znaczą nic, ale stanowią część dokumentacji mojej pracy.
A moją pracą są ludzie.
Czasem byłoby nie wiedzieć, nie czuć, zapomnieć... Historie ludzkie potrafią być nieskończenie piękne, ale i brzydkie i podłe, jak sami ludzie.
Okropny wstręt do słowa pisanego wzbudza we mnie nauka, ale i fascynację tak wielką, że nie mogę tego przemóc.

Fuck!

Tak już będzie zawsze?

Gdyby tak móc pisać i myśleć tylko o tym co dobre, co piękne. O słońcu, świeżości poranka, iskrzącym się śniegu... Bajce na dobranoc i wieczornym pacierzu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz