poniedziałek, 6 lutego 2017

wzruszające

Na fejsie widziałam dziś zdjęcia, które mnie wzruszyły.
Zaręczyny.
Syna koleżanki z pracy z Anglii mojego meża.
Niby zwykłe zdjęcia, zakochani ufnie patrzący w przyszłość. Pocałunek pary narzeczonych. Radosne rodziny obojga ich. Matka pełna miłości i dumy.

Para młodych uśmiechnięta, elegancka. Syn koleżanki jak zwykle czarujący.
On i jego facet wyglądali naprawdę wspaniale!

Taka już jest ta koleżanka mojego męża wspiera swoje dzieci, chwali się nimi, jest z nich dumna, chociaż dużo złego przeszła, pokonała wiele przeciwności (m. in. jest niepełnosprawna, jej rodziny nie oszczędzały złe zdarzenia). Ona wie, że orientacja syna to nie nieszczęście.

Ile ludzi musi żyć w fikcji, bo ich rodziny tego nie pojmują?

A ona nie płacze "oj mój biedny syn jest gejem, tylko żeby ludzie się nie dowiedzieli", ona mowi "ten przystojny gej to mój syn".

Brawo dla Tej Pani!

Gratulacje dla Narzeczonych!

kredens

Po babci, w piwnicy mojej mamy, czeka podobny regał, aby stanąć kiedyś w mojej dużej kuchni, która bedzie sercem domu.
Będzie tam pewnie kanapa, może kominek? Ktoś niedoinformowany może nazywać to miejsce salonem z aneksem kuchennym, ale to bedzie kuchnia z ogromnym stołem i nałym aneksem wypoczynkowym. Duże okna, zlew pod oknem na podjazd, naprzeciw przeszklenia na ogród.
Na ścianach dużo zdjęć, starych, głownie ldzi i czadów za którymi tęsknimy.


niedziela, 5 lutego 2017

poczytajka

DO PODUSZKI


nie jestem i nie będę...

... IDEALNA!

Czlowieka czasem wciska w podłogę poczucie, że mógłby być lepszy niż jest. To, bo tamto, jeszcze coś, a do tego... Ale zatrzymuję się, rozglądam, a w okół ludzie. I nie ma diamentu bez rysy.
Ufff...
Można żyć dalej.

*** 4 ***

Kto jaki jest, najlepiej pokazuje sam. 
On jest... 
Ona jest...
Ja jestem...
No! Coś tam już powiem!

a gdyby tak...

ZAMIESZKAĆ NAD FIORDEM ???


dobra niedziela

Pierwszy raz od długiego czasu byłam dziś mamą na pełen etat. 
Ewoluujemy jako rodzina. Wypracowujemy nowe schematy. 
Coś się kończy, coś zaczyna.
Dobry czas.


imieninowo

Dla siostruni. W dzieciństwie znienawidzony prezent, dziś jeden z najlepszych - skarpety.

prawie jak szmaragdowy raj - infantylizmy


*** 3 ***


o rękodziele słów kilka

Od drugiej ciąży troszkę sobie szydełkuje (jakby ktoś o tym nie wiedział), nie nazwałabym tego ani sztuką, ani rękodziełem, co najwyżej nałogiem czy małą pasją. Najbardziej lubię jednak określenie "grzebaninka".
Wielokrotnie już pisałam i mówiłam, że dla mnie to przyjemność sama w sobie, a także sposób wytwarzania oryginalnych prezentów dla bliższych i dalszych człowieków. Zdarza mi się czasem robić coś z powierzonej włóczki czy sznurka, ale nigdy zarobkowo.
W zwiazku z tym, że jakiś czas temy stało się już kłopotliwe odpowiadanie na pytanie " Ile za to chcesz" wymyśliłam, że jak ktoś chce zapłacić za tą pracę niech zrobi przelew na cel dobroczynny (fundacja Matio, inne cele szczegółowe, ktore widnieją na moim profilu na fejsie).
Zbyt wiele mam zajęć różnych, aby tą swoją grzebaninkę sprzedawać. Robienie tego niezarobkowo pozwala mi nie martwić się o terminy, nie trzymać ściśle zamówień, gdy takowe się zdarzają. Nie stanowię żadnej konkurencji dla rękodzielników, bo: mało szydełkuje jednak, a głownie dla dzieci swoich i najbliższej rodziny, a moje prace - cóż - dziełami sztuki to obe nie są.
Nie silę się na to, żeby za wszelką cenę "robić sztukę".  Zwykle coś wymyślę, trochę zrobię, trochę spróję, coś podpatrzę w necie.
Właśnie! Rękodzieło w necie - temat zadziwiający. Jest masa osób, które coś sobie szyją, dziergają. Fajnie jest wymieniać doświadczenia z nimi. Radzić się o dobór włoczki, schemat. Gdy tylko potrafię sama (z odrobiną dumy) opowiadam jak coś wykonałam i słucham komplementów także z przyjemnością.
Czasem jednak pytając o schemat lub sposób wykonania czegoś można rozpętać burzę.
"- To moja praca, mój pomysł, kup moją pracę jak chcesz coś takiego mieć".
Może w innej formie, ale do tego sprowadza się odpowiedź. Ja to wszystko bym rozumiała, ale widzę jak ci wielce szanujących się rękodzielnicy robią po sto i więcej takich samych koszyków czy też podkładeczek, często kopiując ogólnie dostępne wzory. Czasem wzór jest tak banalny, że trudno stwierdzić nawet czy był zmyślony de novo czy skopiowany lub podpatrzony. Napięcie i nadęcie dewaluują rękodzieło niestety. Trudno czasem wyłapać moment gdzie się kończy rękodzieło, a gdzie zaczyna seryjna produkcja. Gdy robi to się zarobkowo, najbardziej (wydaje mi się)broni się jakość wykonania.
Mi tam jest miło gdy ktoś napisze pod moją grzebaninką " też sobie takie zrobię". Piszę pod zdjęciami swoich prac o włóczce, szydełku, dla kogo to z jakiej okazji, a czasem wymyślam nazwé dla "dzieła", która tylko dla mnie coś znaczy.
Bawię się.
Sprawia mi to przyjemność i mnie odstresowuje. Tak, myślę, że można by było na tym zarobić, ale nie dużo. Na pewno są bardziej wydajne sposoby.

sobota, 4 lutego 2017

porządki

Porządne porządki w miszkaniu zrobiliśmy. Bardzo były potrzene. Niby wiosenne. Ja wiem, że w prognozach jeszcze mówią o trzaskających mrozach, frontach, o prawdziwej zimie.
Ale ja czuję wiosne. I już!
Może dlatego, że śniła się Babcia. I dużo gości... Takie jakieś radosne oczekiwane.

Wreszcie Marynia zdrowieje, Hala tym razem wydaje się zdrowa całkiem.
Nawet zwykła wirusówka to okropny stres dla matki.
A dla matki lekarza zabójczy wręcz.

Tu ukłony dla Pań lekarek z mojego oddziału - wykazują się dużym zrozumieniem, gdy biorę urlop czy opiekę nad chorym dzieckiem. I nie tylko koleżanki w moim wieku, ale też te doświadczone, z dużym dorobkiem, straasznie przepracowane.
Czasem myślę o moim oddziale jak o rodzinie, która nie jest idealna, w której zdarzają się napięcia, zawyżone oczekiwania, nieporozumienia, ale gdzie w chwili prawdziwego problemu można (ba, trzeba!) prosić o pomoc. Zresztą - jak dotąd - mam dużo szczęścia ci do szefów.

Tak jest zwykle miedzy ludźmi. Nie lubię idealizmu, bo prowadzi do zupełnie odmiennych postaw.

Patrzę na moje posprzątane nieszkanko, rozpoczętą robótkę szydełkową, dzieci, które nie dają chwili ciszy, ani spokoju i kontempluje szczęście.

czwartek, 2 lutego 2017

3 x 2

Urodziły się gdzieś w Polsce trzecie z kolei bliźniaki.
Błogosławieństwo, naoczne błogosławieństwo.
Piękne!

środa, 1 lutego 2017

nowy domek szydełek


w tak piękne domino gramy


zakwita na grobie przedwiośnie

Babcia czekała zawsze na wiosnę z wielkim utęsknieniem. Na wiosnę umarła. Na wiosnę urodziła się nasza Marychna.
Już od połowy stycznia Babcia czuła zbliżającą się wiosnę.
Za kilka dni tą przedwczesną, trochę plastikową, ale odpowiednio wiosnę zaniosę na grób Dziadków, a potem prawdziwe piwonie latem, a gdzieś w między czasie begonie, różowiaste oczywiście.
Tylko tyle,z tej mojej tęsknoty.

wobrażenia

Moje kształtowały się pod wpływem między innymi tej książki.



On wie







Święty przuwieziony z Bazyliki w Kętrzynie, Ty wiesz czego pragnę.
Choć czasem tak trudno uwierzyć, jak w tego smoka...
Nie to, że coś... Ale ich podobno nigdy nie bylo.
Ale jakby gdyby, to wiesz...
Trudno jest wierzyć, ale jeszcze trudniej bez wiary być.

bardzo wczesna wiosna


taka opcja też jest

Chwilami coraz bardziej realna. 
Oto mój urodzinowynprezent od siostry.
Czyżby chciała się nas z kraju pozbyć?

choinka musi zniknąć

Kolejne lata życia zataczają kręgi. Choinkę trzeba rozebrać. W tym roku, schować, nie wyrzucić. W tym roku była sztuczna - niby nie brzydka, ale umówmy  się, do żywej jej daleko.
Taka trochę byle-jakość, praktyczna i nie bardzo pracochłonna. Dobrze, że chociaż łańcuch papierowy był prawdziwy. Na to żeby wszystko było jak trzeba brakuje czasem czasui siły.
Już czekam na wiosnę, i prywatnie, i zawodowo nie mogę już doczekać się końca sezonu infekcyjnego.
Wyjazdów do Szmaragdowego Raju, długich jasnych popołudni, ciepłych wieczorów. Radości wielkanocnego poranka, pewnego człowieka, spełniania pewnych nadziei. Kończy się czas Bożego Narodzenia, zaczyna się czas oczekiwania na następne.