sobota, 4 lutego 2017

porządki

Porządne porządki w miszkaniu zrobiliśmy. Bardzo były potrzene. Niby wiosenne. Ja wiem, że w prognozach jeszcze mówią o trzaskających mrozach, frontach, o prawdziwej zimie.
Ale ja czuję wiosne. I już!
Może dlatego, że śniła się Babcia. I dużo gości... Takie jakieś radosne oczekiwane.

Wreszcie Marynia zdrowieje, Hala tym razem wydaje się zdrowa całkiem.
Nawet zwykła wirusówka to okropny stres dla matki.
A dla matki lekarza zabójczy wręcz.

Tu ukłony dla Pań lekarek z mojego oddziału - wykazują się dużym zrozumieniem, gdy biorę urlop czy opiekę nad chorym dzieckiem. I nie tylko koleżanki w moim wieku, ale też te doświadczone, z dużym dorobkiem, straasznie przepracowane.
Czasem myślę o moim oddziale jak o rodzinie, która nie jest idealna, w której zdarzają się napięcia, zawyżone oczekiwania, nieporozumienia, ale gdzie w chwili prawdziwego problemu można (ba, trzeba!) prosić o pomoc. Zresztą - jak dotąd - mam dużo szczęścia ci do szefów.

Tak jest zwykle miedzy ludźmi. Nie lubię idealizmu, bo prowadzi do zupełnie odmiennych postaw.

Patrzę na moje posprzątane nieszkanko, rozpoczętą robótkę szydełkową, dzieci, które nie dają chwili ciszy, ani spokoju i kontempluje szczęście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz