środa, 5 lipca 2017

i nie wiem jak to się dzieje...

Wydawałoby się, że ten czas to dla mnie czas lenistwa, spokoju i odpoczynku. Czym mniej się staram tym bardziej nasz dom zapełnia się ludźmi, bez wielkich planów, ale z masą radości. Drzwi się nie zamykają, piski i śmiech dzieci wypełnia nasze kąty. Naleśniki stają się sztandarowym daniem.

W codziennej gonitwie człowiek czasem zapomina ja dobre dusze go otaczają.

Wspaniali kochani. Nie pytają się co mogę dać, proponują pomoc, pytają się o potrzeby. Nie są, co prawda idealni, bo każdy ma własne problemy. Są tacy jak my.

Dobrze, tak dobrze żyć taką chwilą.

Wreszcie znowu mam czas czytać książki. Beletrystykę... Ale dobrze, do prenumerat medycznych nie potrafię nie zajrzeć.

Wreszcie mogę wejść do kuchni. Mam ochotę coś ugotować. Pomysły.

Gdzieś z tyłu głowy jest strach, żeby to wszystko "nie rypnęło". Ten stan szczęścia, zadowolenia, spełnienia... Jak zwykle - modlę się tylko o zdrowie.

Powoli - mentalnie i fizycznie przygotowujemy się do wspaniałego wydarzenia. W tym roku Boże Narodzenie ma być wyjątkowo piękne.

Daj Panie Boże! Proszę... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz