czwartek, 6 lipca 2017

powtarza się, a zawsze inaczej

Trzeci raz przerabiam ten sam życiowy temat.
Wydawałoby się, że powinno być dużo łatwiej. Przecież wiem co i jak. Co po czym i co dlaczego.
Nic bardziej mylnego. Ładunek doświadczenia życiowego napełnia serce trwogą - bo wiem ile różnych rzeczy stać się może, na ile nie mam najmniejszego wpływu.
A i wszystko jest bardziej wyczekane, głębiej mocniej przeżyte.

Czy to mój ostatni raz?

Nie wiem. Na prawdę nie wiem. Kolejnej decyzji takiej chyba nie będę umiała podjąć, ale jeśli Opatrzność zdecyduje za mnie - przyjmę to z radością. I strachem. Ogromnym.

Jestem tchórzem. Okropnym tchórzem. Nie lubię ryzyka.

A co przy tym najgorsze - lubię adrenalinę. Ale gdy ścigam się, sprawdzam, pracuję... Nie w życiu.
Tu lubię to co nazywane jest nudą, stagnacją. Pomiędzy takimi dniami bardzo podobnymi do siebie ukryte jest szczęście.

A urodę tych dni po prostu trzeba umieć doceniać.

I powtórzę jeszcze kolejny banał (przecież cała nieanielica, nieNiebo to same banały, tak jak i ja) miłość dzielona mnoży się.

Za każdym kolejnym razem coraz mocniej kocham. Wszystkich, których kocham.

I bardzo trzymam kciuki, za kogoś kto takiego miłowania pragnie doznać, żeby jak najszybciej było mu dane.

To wszystko jest proste gdy patrzy się z daleka, cholernie trudne gdy spojrzymy z bliska.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz