piątek, 7 lipca 2017

SZEPTY DZIECIŃSTA

Miałam "piłować" tą książkę. Piłowania nie było jednak. Nie było czytania.

POCHŁONĘŁAM ją.

Baśkę - główną bohaterkę - szybko zaczyna się lubić, choć co chwilę człowiek załamuje się i to nie tym, że jest głupia. Nie jest właśnie. I to tak boli, gdy ładuje się w coraz to nowe tarapaty. Natomiast o jej świętej pamięci rodzicielce nic innego nie jestem w stanie pomyśleć, niż właśnie to, że była bezdennie głupia.

Czytając człowiek bardzo się zastanawia czy żyje jak "normalni ludzie" i co to u licha oznacza.
Zakończenie dokładnie takie jak powinno być - ucieszyło mnie bardzo, bo choć wątki są mistrzowsko podomykane to rysuje się jakaś przyszłość przed bohaterami. Lubię tak.

Dobrze się czyta, choć nie umknął mi wątek moralizatorski powieści - problem DDD jest dużo powszechniejszy niż zdaje się na co dzień. Co ratowało Baśkę - miłość do dzieci - tą się czuło i nie podlegała ona najmniejszej dyskusji.

Przejmująca, poruszająca - te określenia widziałam w niejednej recenzji tej książki. Z pełni się z tym zgadzam, ale nadmienić warto, że jest to także "kobiece czytadło" - przyjemne w swojej formie, niebanalne, przystępne.

BRAWO ANIU! Z tego co czytałam Twojego - to było najlepsze.

"Szepty dzieciństwa" zasiedlą tą samą szufladę w głowie, w której siedzi mój ukochany "Martin Eden" i kilka kryminałów Agaty Christie. Żadna to ekskluzywna miejscówka ta moja głowa, ale wyżej wspomniana szuflada ma bezpośrednie połączenie z samą duszą.



PS. Nasza Pani Niania - wspaniała opiekunka moich dzieci czytała wszystkie powieści Anny Sakowicz, ogólnie jest osobą lubiącą czytać szczególnie współczesną literaturę kobiecą, powtarza niejednokrotnie, że właśnie ceni Anię za styl, która uważa za najlepszy pośród tego co czytuje. Wychwala także i fabułę. Z niecierpliwością obie czekamy na kolejną książkę.

4 komentarze: