sobota, 28 października 2017

piątek, 27 października 2017

protest-spam


ogórek


ciesz się kuro domowa

Pisałam tu jakiś czas temu jak wyglądały moje tygodnie jak pracowałam. Etat. Dyżury. Przychodnia. Wieczorami jeszcze papiery do dokończenia, albo samokształcenie - doczytywanie, wertowanie podręczników czasem artykułów zagranicznych. Ukradzione chwile w "między czasie" dla dzieci, karmienie piersią pomiędzy jedną a drugą pracą, potem więcej pracy. Każdy spacer "po jasnemu" jak święto. I ciągle infekcje przynoszone z pracy.

Cholernie ciężko.

Znajomi łapią się za głowę, że trzecie dziecko, że to masa obowiązków itd.
Pusty śmiech.
Przecież przez rok będę w domu, z dziećmi. A i teraz mimo, że w ciąży mam pewne ograniczenia mogę być matką na sto procent, mogę spokojnie gotować obiady, czytać książki, szydełkować... No i być z dziećmi, widzieć jak leniwie się budzą, pieścić, przytulać, rozmawiać.
Kasy jest mniej (dużo mniej)... No ale coś za coś. Kolejne dziecko to skarb, a dorobić się jeszcze zdążymy. A naszej Niani dalej płacimy - bo tak naprawdę jest jedyną osobą, która nam pomoże jeśli musiałabym leżeć w szpitalu. Nikt inny się naszymi dziećmi nie zajmie (dwie kuzynki oferowały się z pomocą, ale one także mają własne dzieci, własne życie i wcale nie tak mało na głowie). Tak czy inaczej nasza Niania i tak warta jest po stokroć więcej niż jej płacimy, choć teraz bywa u nas tylko przygodnie, to jest w ciągłym pogotowiu. Stąd konieczność zrewidowania wszystkich wydatków i mocnego zaciskania pasa.
A i to postrzegam jako swojego rodzaju błogosławieństwo - życie oszczędne smakuje lepiej. I znów jesteśmy jak przy pierwszym dziecku - bogaci w marzenia.

Jak kiedykolwiek znowu usłyszę, "biedną" i "zamęczoną" kobietę, która "siedzi w domu" to chyba w głos się roześmieję. Jestem w stanie zrozumieć, że problem jest jak dziecko lub dzieci są ciężko chore, ale gdy "chowają się normalnie" to fochy kobiet w domu są nieuzasadnione. Jak się nudzą zawsze można iść do pracy i zobaczyć co to za miód, całe dnie nie widzieć dziecka i martwić się o nie. Da się to ogarnąć, ale tak jak wyżej CHOLERNIE TRUDNO.

A niektórzy mają do pomocy babcie i dziadków, którym płacić nie trzeba, a narzekają!
Ja miałam cudownych dziadków, ale już ich nie ma. Radzić sobie trzeba samemu.

Ciesz się kuro domowa, ze swojego udomowienia. Korzystaj i chłoń każdą chwilę z dzieckiem. To są chwile które nie wrócą. I nie marudź, że tyle w domu do zrobienia. Rób to co najważniejsze. Bądź z dzieckiem lub dziećmi, to nie męczeństwo, to przywilej. Najpiękniejsze chwile w Twoim życiu!

wtorek, 24 października 2017

radosna nowina

Nie jestem przesądna, ale czym robię się starsza tym bardziej odczuwam to, że zbyt wczesna radość może nieść ze sobą smutek i rozczarowanie. Bałam się chwalić, ale już czas chyba cieszyć się i tutaj w pełni.

Jestem w ciąży!

I to już całkiem długo, bo kończy się jutro 35. tydzień!

Co uważniejsi czytając moje posty już dawno się zorientowali o co chodzi. Jednak teraz chcę póki ten stan trwa powiedzieć to głośno i wyraźnie.

Żeby moje najmłodsze nigdy nie pomyślało, że z niego cieszyłam się mniej jakoś czy coś... A jest dzieckiem najbardziej świadomie zaplanowanym. Dwoje starszych planowane było i owszem, ale dopiero posiadając je zrozumieliśmy (pewnie tylko i tak w części) jaką odpowiedzialnością jest taki mały człowiek. I tym razem nasza troska i obawa o zdrowie dziecka była silniejsza - jesteśmy starsi, więcej widzieliśmy.

Za miesiąc (mniej więcej) czeka nas prawdziwa rewolucja, w naszym Nie-Niebie zrobi się ciaśniej, ale jeszcze lepiej.

Torba spakowana jest, łóżeczko rozłożone, zapas pieluch jest, ubranka już dawno poprane i poukładane. Jeszcze wózek trzeba przygotować i kilka innych szczegółów.

Nigdy nie bałam się tak jak teraz. Ktoś popuka si palcem w czoło, przecież urodziłam już dwoje dzieci. Tylko, że teraz widzę wszędzie zagrożenia, możliwości komplikacji, nieszczęścia...

Czasem sobie myślę, że dzieci powinno się rodzić - pierwsze mając siedemnaście lat, ostatnie przed trzydziestką, ja mimo, że dobiegam dopiero trzydziestego pierwszego roku życia strasznie starą matką się czuję. Taką bojącą...

Czy kiedyś będzie czwarte? W planach na najbliższe lata takiego nie ma. Ale co Bóg da.

Tylko w Nim pokładam nadzieję, że ta moja trójka (bo odkąd wiem, że jestem w ciąży, to też jasne jest dla mnie, że mam troje dzieci), będzie żyła zdrowa i szczęśliwa.

Jako rodzice trzeciego dziecka już widzę, że z Mężem zatoczyliśmy trochę krąg naszej relacji. Znamy się już jak "łyse konie", ale wróciliśmy do etapu zakochanych narzeczonych, albo bardzo młodego małżeństwa. Jacyś ufni i beztroscy jesteśmy w ostatnich miesiącach... Może to właśnie też doświadczenie życiowe sprawia, że już nie łudzimy się, że cokolwiek poza życiem i miłością jest ważne.

Czasem miałabym ochotę napisać "chwilo trwaj!", ale po dłuższym zastanowieniu napiszę raczej "trwaj radości! A Ty Dziesięciu rośnij i wychodź na świat!".

sobota, 21 października 2017

protest


jesień - podkolorowana i bez koloryzacji




A naprawdę jeszcze piękniej...

nasz jesienny czas

Nie wszystko co ładne jest dobre.

Nie zawsze wszystko wychodzi tak jakbyśmy chcieli, ale to nie powód żeby się tym nie cieszyć. Przekwitły, zachwaszczony ogródek, w którym zawsze odkrywamy nowy kwiatek.

Czasem posiadłość to stara przyczepa i trocgę piachu, ale może być małym rajem. Szmaragdowym rajem. Jesienią jakby kolorowszym.

Budowa prawie ukończona. Z dwóch skrzyń powstała zielona budka na narzędzia. Kret też cś zawzięcie buduje.... Policzymy się z nim w przyszłym roku. A na razie cieszymy się tym co jest. Nie był to może super pracowity sezon, ale na nasze skromne możliwości zadowoleni jesteśmy z tego co się udało zrobić.

piątek, 13 października 2017

niedospanie

I znowu dospać nie mogę...
Wstaję przed świtem.
O niczym nie myślę. Siedzę.
Wstawiłam pranie i jajka do gotowania.
Zanim dzieci wstaną jeszcze ogarnę prasowanie...

Zaglądam na FB.
A tam groźba - zlikwidujemy rezydentury.

Boję się.
Nie o pracę. Gorszej płacy niż rezydencka nie dostanę nigdzie.
Boję się jako pacjent.
Co jeśli będę potrzebowała (ja albo ktoś z moich bliskich) pomocy w szpitalu, niewydolnym, bo pozbawionym dużej części kadry? Ile lekarzy teraz "na już" brakuje? O ile za małe są nakłady na służbę zdrowia. W brew temu co twierdzi telewizja publiczna walka nie trwa o pieniądze na nasze wypłaty, tylko o zwiększenie finansowania całej ochrony zdrowia.

"Niech jadą!" - wczoraj ktoś zaprosił do emigracji.

I co znowu ze swoim stadem gotowi do lotu mamy być?

Pytanie tylko o kierunek. Norweski jest taki trudny...

czwartek, 12 października 2017

tak jest

"Zostałem poinformowany, że ginekolog który będzie odbierał poród mojej żony nie śpi od 30 godzin."

"Zostałam poinformowana ze chirurg który będzie operował mojego syna jest na 3 dyżurze w tym tygodniu, a jest dopiero czwartek"

"Zostałam poinformowana, że pielęgniarka, która pobiera krew mojemu 4-letniemu synkowi jest w pracy trzecia dobę"
"Zostałem poinformowany, że internista, który modyfikuje złożone leczenie mojego ojca chorego na niewydolność serca, robi to będąc po ciężkim dyżurze w SOR"

"Zostałam poinformowana, że psychiatra, który ocenia ryzyko samobójstwa u mojej córki i konieczność jej leczenia wbrew woli w szpitalu, robi to będąc na nogach od 20 godzin".

"Zostałem poinformowany, że pielęgniarz który przygotowuje i wydaje leki mojemu tacie, który przebywa w szpitalu z powodu niewydolności nerek, nie przespał ostatniej nocy bo miał dyżur w karetce"

"Zostałem poinformowany że pediatra, który decyduje o tym czy przyjąć moją 5-letnią córkę do szpitala bo od kilku dni jest ospała, czy mogę ją bezpiecznie zabrać do domu a jej życiu nic nie zagraża, ma pod opieka nie tylko izbę przyjęć ale tez cały oddział i już go wzywają do kolejnych pacjentów. Nie przeszkadza mi że go poganiają"

"Zostałam poinformowana ze ratownik który BĘDZIE MNIE RATOWAŁ PODCZAS WYPADKU, KIEDY POTRĄCI MNIE SAMOCHÓD PROWADZONY PRZEZ PIJANEGO KIEROWCĘ, jeździ w pogotowiu od 16 godzin a to jeszcze nie jest połowa jego dyżuru"

Uważasz, że strajk medyków Cię nie dotyczy? Wyrażasz na to świadomą zgodę?
 
#protestMedyków
#zebyniebylozeniewiedziales #nowaswiadomazgoda #strajkmedykow #glodowkalekarzy #ProtestRezydentow

PAŹDZIERNIK

PAŹDZIERNIK to dziwny miesiąc.
Czasem jak przykrywka do najbardziej przerażającej szarości listopadowych, krótkich dni, czasem jak obietnica zbliżającej się zimy.
A czasem słoneczne, pełne prawdziwych, żywych kolorów spomnienie lata.
Czas szczepienia na grypę.
Czas, w którym przez wiele lat człowiek zaczynał na nowo i biegał po bibliotekach.
Dziś to czekanie. Najpiękniejsze czekanie.

Gdy wyjedzie się za miasto, albo nawet spojrzy przez okno (jestem posiadaczem pięknego widoku z okna, w średnio atrakcyjnym, ale ukochanym mieszkaniu) powala człowieka ilość i żywość barw na tle bezkresnej szarości.

Nie lubię szarości samej w sobie. Ale taka która podkreśla barwy odpowiada mi jak najbardziej.

Stara się robię, bo cieszę się chwilą. Choć czekam to delektuję się samym czekaniem. Tworzę, ale nie śpieszę się. Ufna, w modlitwie skupiona chwilami, twardo stąpam po ziemi.

Pomna wszystkich szczęść i nieszczęść październikowych w historii własnego życia, listopadowych trudności i utrat, wierzę, że ta pora roku może być najpiękniejszą, najhojniejszą ze wszystkich.

środa, 11 października 2017

nie tylko jesteś na FB

WARTO chociaż spróbować ZROZUMIEĆ!

IKEA - nie jestemtym pokoleniem

Mimo że w moim mieście już trochę czasu jest otwarty sklep w/w firmy to dopiero w ostatnią niedzielę tam się pojawiliśmy. Pomiędzy wizytą w Dekathlonie (kurtka dla Maryśki) i CCC (buty dla Hali).
Sklep duży, wszystkiego pełno. Kilka fajnych produktów, ale głównie tych co do znudzenia są reklamowane i komplementowane przez rzesze fanów tego sklepu. Duża powierzchnia, nieregularne ułożenie regałów zmuszające niemal do przejścia całego sklepu i niby to przypadkowe aranżacje.

A gdy się lepiej przyjrzeć to wszystko ustawione tak, żeby pakować do torby jak najwięcej niepotrzebnych drobiazgów. Ceny - nie zawsze adekwatne do jakości, aczkolwiek duże liczydło, półka w kształcie domku i kilka innych drobiazgów ładne.

Rozumiem, że IKEA to ma być sposób spędzania wolnego czasu - ale proszę mi wybaczyć - chodzenie, a raczej błądzenie po zatłoczonym sklepie jakoś nie jest moją ulubioną rozrywką i nigdy nie zostanie. Plusem jest to, że niektóre produkty są tam dostępne przez całe lata, więc można je dokupywać lub wymieniać, jeśli coś się pokochało.

Co do katalogów IKEA mam wrażenie często, że jest na ich zdjęciach bałagan (niemal jak w nieNiebie), ale jakiś upozorowany, który miałby być stylowy. Nie bardzo stylowość w tym widzę. Nie imponują mi niebanalne połączenia, gdyż życie zmusza nas do takich i kwestią wyobraźni jest ich tworzenie, a nie sugestii katalogu wielkiej sieciówki.

Moim zdaniem firma ta sprzedaje poczucie wyjątkowości, a nie wyjątkowe produkty i rozwiązania. Marketing super.... Ale czy warto?

Ja jestem jednak wielkim fanem Biedronki, chwilami wpadam do Tesco, mebli szukam w Abrze, Bodziu i Jysku oraz szeroko pojętym internecie. Ciuchy lubię z BonPrix, włóczki zamawiam z Mila Druciarnia, a książki z Naszej Księgarni uwielbiam. Nie identyfikuję się z żadną z tych firm. Nie jestem "markowa", bo w dzisiejszym pojęciu takich popularnych marek najbardziej markowym się człowiek staję gdy ze swojego życia czyni podróbki katalogu.

wtorek, 10 października 2017

jestem lekarzem, jestem rezydentem

Nie biorę udziału w głodówce. Nie protestuję. W tej chwili nie pracuję. Ale popieram protest!

Zachłanni, chciwi? Konowały?

Tak... Oczywiście. Możesz obrażać mnie ile chcesz.

Nie zamierzam odpowiadać na niepochlebne komentarze.

O co walczą młodzi medycy?

O zwiększenie finansowania OPIEKI zdrowotnej w Polsce. O większą dostępność badań, procedur i terminów wizyt dla pacjentów. To przede wszystkim.

Oczywiście - o pensje też nam chodzi. Bo nie jesteśmy tylko szkolącymi się ludźmi, a lekarzami, którzy ponoszą pełną odpowiedzialność za każdą swoją decyzję. Którzy z pensji (ustalonych przez Ministerstwo Zdrowia - to kwoty, które dziesięć lat temu były do przyjęcia, ale od tego czasu nawet nie drgnęły) kupują sobie stetoskopy, otoskopy, zamawiają prenumeraty, książki, płacą za szkolenia (nieliczne darmowe szkolenia w ramach rezydentury wymagają i tak dojazdu i zakwaterowania na własną rękę, tak jak i obowiązkowe staże poza miejscem specjalizacji).

A przypomnijmy - rezydent to ktoś kto ma za sobą sześć lat studiów (cholernie obciążających) i rok stażu. Za każdym razem gdy przystawia pieczątkę i stawia na niej parafkę może odpowiadać za to przed sądem. Ktoś kto musi brać dyżury w szpitalu (ich ilości nic realnie nie reguluje), bo przecież pewne stanowiska muszą być obstawione. Niejednokrotnie ten ktoś gdzieś dorabia. W moim przypadku była to przychodnia, w której pracę uwielbiam, ale i dzięki której było mnie stać na nianię  dla moich dzieci.

Ja pracowałam tak:
Siedem godzin i trzydzieści pięć minut to etat lekarza rezydenta (ale jak trzeba zostaje się dłużej, ale za to nikt nie zapłaci), sześć lub siedem dyżurów krótkich to pozostanie w pracy przez dwanaście i pół godziny lub osiem godzin w weekend (nie weszłam na długie nocne dyżury jeszcze) w każdym miesiącu (ale jak trzeba zostaje się dłużej, nikt za to nie zapłaci) i POZ dwa razy po dwie godziny (ale jak trzeba to dłużej, POZ prywatny więc tu szefowa była w stanie dorzucić kilka groszy za realnie wykonaną pracę, ale nie liczę w to uzupełniania dokumentacji w domu) w każdym tygodniu. Tak wyglądał mój czas. A pracowałam w porównaniu do innych bardzo mało. Ze względu na dzieci.

Padałam na pysk dosłownie. Wolny weekend albo chociaż wolne popołudnie od piętnastej było trochę jak małe święto. A posprzątać, ugotować, zrobić zakupy i pobyć z dziećmi musiałam być jak każda matka. Ale musiałam też zajrzeć do podręcznika, przejrzeć najnowsze doniesienia i zalecenia oraz skoczyć na konferencję jeśli akurat nie byłam w pracy.

A dzieciom przynosiłam... Zarazki i choroby z pracy.

Tak, uważam, że gdy wrócę do pracy zasługuję na lepsze warunki pracy i płacy.

Wczoraj byłam w swoim szpitalu załatwić swoje sprawy. Spotkałam koleżankę. 
-Ale masz ładne oczy, pewnie się teraz wysypiasz! - powiedziała z zazdrością.
Nie byłam umalowana. Rzeczywiście, po prostu teraz przez jakiś czas się wysypiam i nie pracuję. Jestem tylko kurą domową, matką dwójki dzieci, kobietą w ciąży. I nie odczuwam zmęczenia (poza fizjologicznym). Ale dalej czytam doniesienia, zalecenia, pochłaniam prenumeraty, nie stronię od książek medycznych, bo gdy wrócę do pracy muszę być kompetentna i na bieżąco. Piszę też pracę na polecenie mojego Kierownika Specjalizacji. Trochę dla samej siebie, żeby nie zanikł u mnie język angielski i trochę z tęsknoty za zawodem.

Miło jest słyszeć:
-Kiedy pani doktor do nas wróci? - od pacjentów z przychodni, ale dobrze by było pracować w dobrym, spójnym systemie, mieć normalny zakres obowiązków, regulowany czas pracy i przyzwoitą płacę. Tak żeby móc godzić bycie matką i lekarzem. Bycia matką nie można odkładać na potem. Tak jak życia.

Jestem człowiekiem.
Jestem Kasia.
Jestem matką i żoną.
Jestem lekarzem.
Jestem Rezydentem.

lubię takie niespodzianki - wydania specjalne


poniedziałek, 9 października 2017

zmierzchanie


bigos z kurkami czyli radość jesieni

Odliczam.
Już nie miesiące, ostatnie tygodnie, dni...
Jeszcze wprost nie chcę mówić. Jeszcze chwila.

Ale kto ma wiedzieć wie już od dawna. Życzliwi się domyślają, naprawdę bliscy cieszą się razem z nami.

Pewne rzeczy załatwić trzeba za wczasu. Plan odwiedzin wykonany, najważniejsze zakupy też zrobione. Jeszcze porządki, ostatnie szlify.

Dziś byłam na chwilę w pracy. Zebrałam garść komplementów. Tak mi dobrze, tak lekko!

I bigos z kurkami wyszedł znakomity!

środa, 4 października 2017

już nie tylko ja bajkopiszę

Hala będzie opowiadaczem, amatorem-pisarzem, bajkotwórcą zapewne. Może nie zawodowo, ale pewnie jak ja chwyci za pióro (za pióro chwyciła, stawia pierwsze koślawe litery), a później za klawiaturę i będzie tworzyć postacie, zdarzenia, dialogi, sceny, może powieści.
Od maleńkości dużo mówi i opowiada, wymyśla i inscenizuje zabawy, coraz bardziej złożone fabuły opowiada, a teraz "pisze bajki Marysi" - cokolwiek to znaczy.
Kwiecista jej mowa, nieco jeszcze chwilami niezgrabna, ale już wysublimowana wylewa się z niej potokami, tworząc coraz bardziej sugestywne obrazy.

Nie zostanę pewnie nigdy pisarką (na chałturach mój talent się zaczyna i kończy), ale mam szansę być matką pisarki. Też miłe.
Chociaż co do przyszłości zawodowej obstawiam co innego jeśli chodzi o Halę, ale o tym cisza na razie, niech cieszy się tym co trwa - dzieciństwem.

Ma pięć lat i jest bardzo mądra.
"Ja nie chcę być dorosła" - mówi w chwilach zadumy. I co? I ma rację...

wkrętarkowe love

Od maleńkości nazywaliśmy Marynię małym inżynierem i nic w tym zakresie się nie zmienia. Chociaż polubiła noszenie sukienek, biżuterii dziecięcej, spineczek i wdzięcznie pozuje do zdjęć, to jednak dobrze wie co lubi.
A uwielbia majsterkować.
Wkrętarka mojego małżonka jest jej największym przedmiotem westchnień. W godzinach można liczyć czas, który poświęciła na jej oglądanie. Gdy na działce może zobaczyć wkrętarkę w działaniu (całe lato zajęło nam składanie budki na narzędzia i dopracowywanie jej) szaleje z radości. Ma swoje zabawkowe wkrętarki, zestaw klocków ze śrubkami/wkrętami - beznamiętnie wyczerpuje kolejne zestawy baterii.
Widok chociażby reklamy wkrętarki czy baneru na sklepie z tymże urządzeniem wywołuje atak niepohamowanej radości oraz ekscytację nie z tej ziemi.
Marynia to człowiek małomówny, ale znakomicie praktyczny, konkretny i uparty. Jak nic rośnie inżynier.

PS. Oczywiście niech będzie kim chce, byleby była szczęśliwa.